Prognoza ogólnopolskich preferencji sejmowych
25 września 2016

(na podstawie deklaracji pierwszego i drugiego wyboru wśród zdecydowanych wyborców)

Radiowy plac budowy

Polskie Radio stoi w obliczu rewolucyjnych zmian. Wszystko wskazuje na to, że od stycznia 2016 roku sposób funkcjonowania publicznej radiofonii, w tym wybór jej władz, ulegnie zasadniczej przebudowie. O ile to drugie operacyjnie nie wydaje się zbyt skomplikowane, o tyle to pierwsze musi być przeprowadzone po trafnej diagnozie zastanego stanu. Dlatego pozwalam sobie zaprezentować kilka uwag na temat tego czym jest dziś Polskie Radio.

Po pokojowym wydzieleniu się z Radiokomitetu na początku lat 90-tych, jednostka na Malczewskiego nabrała, używając języka politycznego, pełnej suwerenności. Nasuwa się więc zasadnicze pytanie czy okres niemal ćwierćwiecza został przez Polskie Radio dobrze wykorzystany? Czy fakt zapewnienia względnie stałego finansowania, a więc potrzebnej do rozwoju i ekspansji stabilizacji, pozwolił dostosować się publicznej radiofonii pod względem organizacji i filozofii działania do budowania pozycji na wolnym rynku mediów? Podstawowym problemem jest fakt, że Polskie Radio w swej filozofii zostało zaprogramowane na konsumpcję środków i trzeba powiedzieć otwarcie, że bez większego problemu byłoby w stanie „zjeść” każdą ich ilość. W imię rozbudowy potencjału – jak twierdzili i twierdzą radiowcy – potrzebnego do realizowania nałożonej ustawowo misji. Dlatego śmiało można pokusić się o stwierdzenie, że największym problemem Polskiego Radia jest nadmiar finansowania przy archaicznym, niefunkcjonalnym modelu organizacyjnym. Owe setki milionów każdego roku, o których pozyskanie publiczna radiofonia nie musi konkurować z innymi podmiotami na rynku, prowadzi do braku przymusu ekonomicznego działania. Czyli maksymalizacji efektów z pozyskanej od obywateli daniny. Towarzyszył i towarzyszy temu szczególny rodzaj mitu organizacyjnego, że Polskiemu Radiu „się po prosu należy”. Z samego tytułu bycia tym czym ta instytucja jest oraz szczególnego zadania powierzonego przez państwo – realizacji misji. To prowadzi do wypaczonego myślenia, że Polskie Radio nie musi z nikim o nic rywalizować, bo jest ulepione „z lepszej gliny”. Tyle tylko, że w Polsce, jak i w innych krajach, publiczne media chcąc nie chcąc muszą walczyć o najważniejsze. To unikalny i ograniczony zasób, jakim jest uwaga słuchacza. Co więc w sytuacji jeśli przekaz ambitnego radia, który kreują – jak sami twierdzą – ludzie z Malczewskiego i Myśliwieckiej, nie prowadzi do zwiększania liczby odbiorców? Ten stan rzeczy można porównać do sytuacji z nauczycielem w klasie, któremu prowadząc zajęcia, zamiast przybywać zainteresowanych wiedzą i elokwencją, starzeje się klasa i zaczyna ubywać uczniów? A tak dzieje się z udziałem w rynku nie tylko radiowej Jedynki, Trójki, czy Czwórki, nie wspominając o dumnej ze swej supermisyjności Dwójce, czy wreszcie o Rozgłośniach Regionalnych Polskiego Radia. Na nic więc zaklęcia misja, zadania publiczne, dbałość, troska …. ponieważ misja bez akceptacji słuchacza jest tylko nieefektywnym i w odczuciu wielu zbyt drogim przekazem kierowanym w eter.

Polskie Radio musi odzyskać legitymację prawną i moralną do ubiegania się o ograniczone i niezbędne dla funkcjonowania środki. Mówiąc „dajcie”, musi udowodnić, że duża część z przyznanych środków nie zostanie po prostu, zmarnowana. Dlatego kluczem do normalności jest odzyskanie przez publiczną radiofonię sprawności organizacyjnej. Ta zaś stworzy jedynie szansę, a nie gwarancję pozyskania aprobaty słuchaczy oraz zmiany nastawienia dużej części społeczeństwa nie widzącego potrzeby utrzymywania „radiowego kolesiostwa”. Kilka lat temu, przewodnicząc Zespołowi ds. Modernizacji Polskiego Radia (wcześniej kierowałem Polskim Radiem w Opolu), zaproponowaliśmy zmiany. Widząc zagrożenia w otoczeniu radiofonii niekomercyjnej uznaliśmy, że potrzebne jest ułożenie sposobu finansowania mediów publicznych, którego efektem, niezależnie od przyjętego modelu zmian, będzie znaczące ograniczenie środków na działalność. W stosunku do ich wysokości, która dotąd pozwalała finansować tę organizację w obecnym kształcie i na obecnych zasadach. OD lat pozycja ofert poszczególnych anten jest słaba i znajduje się w trendzie spadkowym. Słabe są w stosunku do posiadanego potencjału, takiego jak zasięg techniczny, zasoby organizacyjne, czy finansowe, parametry słuchalności. Skutkiem tego będzie słabnięcie siły submarek (Anten) i marki samego Polskiego Radia. A także słaba pozycja pozostałych, określmy to, „nieradiowych” pół aktywności (internet, działalność wydawnicza). W końcu stale dokonują się przeobrażenia na rynku, o czym zapomina się w gabinetach zarządzających publiczną radiofonią. Rynek się konsoliduje i koncentruje, co powoduje wzrost znaczenia tworzących się wielkich konglomeratów multimedialnych. Niestety Polskie Radio w swojej obecnej filozofii działania, nie jest przygotowane do zmierzenia się z żadnym ze wskazanych zagrożeń. Mamy więc do czynienia z permanentnym kryzysem. Działania maja charakter połowiczny, a nie całościowy. I to niezależnie od tego jaka opcja rządzi na pierwszym piętrze budynku na Malczewskiego. Dla konkurencji Polskiego Radia, stacji komercyjnych, taki stan byłbym motywacją do działań na rzecz dobrych zmian, których celem byłoby wyjście z przeciągającej się trudnej sytuacji, nie rokującej dobrze na przyszłość. Tak w radiofonii publicznej panowało i panuje przekonanie, że przecież to co jest się nie zawali. Nie może. Bo przecież nad radiem z zadaniowaną misją rozciągnięty jest parasol ochronny państwa. A do permanentnego kryzysu można się przyzwyczaić. Innymi słowy – trwać.

By zmienić media publiczne, w tym radiofonię potrzebne jest przede wszystkim uwolnienie dotychczasowego pojmowania pojęcia „misja”. Inaczej, mimo najszczerszych chęci zabierającej się za porządki prawicy, stacja przy Malczewskiego i Myśliwieckiej, będzie dalej jak plac budowy z okresy PRL. Wszystko jest na nim rozgrzebane, nic nie ukończone, a nawet nie uporządkowane. Żaden brygadzista nie mówi kiedy skończy. Ale każdy twierdzi, że ma za mało sił i środków. Żąda jednocześnie ich zwiększenia, nie dając żadnej gwarancji, że kiedy je dostanie to skończy i uporządkuje teren. Mimo upływu ćwierćwiecza oraz zasilenia kadrowego przez ludzi, zdawać by się mogło nieprzetrąconych przez poprzednią epokę, to myślenie iście socjalistyczne, będące dziedzictwem radiokomitetowej przeszłości Polskiego Radia, jest wciąż żywe. Rzec by można ono jest w Polskim Radio obowiązujące. Samo posprzątanie „na górze” da więc efekty wyłącznie w krótkim horyzoncie czasowym. I to te polityczne. W publicznej radiofonii, tak jak na Woronicza, przywrócenie równowagi w przekazie uczyni te media o niebo bardziej obiektywne niż ma to miejsce teraz. Liberalno-lewicowy skręt, szczególnie radiowej Jedynki, kierowanej przez spadochroniarza z TOK FM (Agory), jest – z czym się zgadzam jako konsument słowa tej stacji – nie do zniesienia. Ale średnio i długoterminowo bez nowych, zdrowych fundamentów (struktura organizacyjna, zasoby kadrowe, zarządzanie) na potrzeby nowo zdefiniowanej misji – nowoczesnej misji wytwarzanej w nowoczesnej fabryce słowa – konkurencja będzie dalej zwiększała swój udział w torcie.  Przywołany już w tekście nauczyciel, dumny z bycia najlepszym z najlepszych, bo z pieczątką „radio misyjne”, będzie mówił wciąż ciekawe rzeczy. Tyle tylko, że dyrekcja szkoły, w skutek narastającego bezwładu organizacyjnego, nie będzie prowadziła nowego naboru do klasy. W efekcie czego za jakiś czas, będzie co prawda monstrualnie rozbudowana administracja placówki, ale nie będzie już żadnego ucznia. W końcu sam nauczyciel wyjdzie i zgasi światło. I to będzie koniec Polskiego Radia. Koniec kawałka tego, co jeszcze zostało w naszych rękach. Czy ten pesymistyczny scenariusz mają w głowach obecni reformatorzy radiofonii publicznej?

„WG”, 23 grudnia 2015