Apokalipsa po Kukizie

W maju i czerwcu nieistniejący a notowany w sondażach, Ruch Kukiza walczył o drugie miejsce z Platformą Obywatelską. Przez chwilę zatrzęsły się filary okrągłostołowej stabilizacji. Postrzegana jako brzydkie kaczątko pomagdalenkowej demokracji centroprawica dostała to na co nie mogła liczyć w ostatnich latach i co było jednym z powodów kolejnych przegranych wyborów po 2007 roku.Potencjalnego współkoalicjanta do rządzenia, ze zbliżoną diagnozą stanu państwa. Na domiar złego dla mocno wystraszonego systemu Ruch Kukiza – bo o nim mowa – po ogromnym sukcesie lidera w wyborach prezydenckich, wspiął się na poziom, który przybliżał oczekiwany przez wielu Budapeszt w Warszawie. Czyli oprócz stabilnej większości rządowo-parlamentarnej, dawał także konstytucyjną, niezbędną by zmienić to co zafundowała Polsce w 1997 roku koalicja historycznego kompromisu Kwaśniewskiego z Geremkiem. W czerwcu koalicja wokół PiS urosła do poziomu (34 proc.), które zwykle oznaczał szczyt notowań. Kukiz był o krok, by upokorzyć PO, a wraz z nią mainstream i zrzucić partie rządzącą na trzecie miejsce na podium.

Ale od połowy czerwca u Kukiza zaczęło się dziać nieciekawie. Osunięci zostali jego najbliźsi współpracownicy z kampanii prezydenckiej. Projekt oparty do tej pory na dwóch głównych filarach – Bezpartyjnych Samorządowcach i Stowarzyzeniu JOW zaczął dryfować w kierunku zlepka liderów niszowych i radykalnych związków zawodowych, małych partii prawicowych takich jak Ruch Narodowy czy Kongres Nowej Prawicy. Zmianom towarzyszył nieopanowany do dzis chaos organizacyjny i komunikacyjny. To wszystko bardzo szybko odbiło się na notowaniach. Średnia z sondaży w czerwcu dawała Kukizowi 23 proc. Miesiąc później już tylko 14 proc. Przy czym w drugiej połowie lipca pojawiły się badania dające tej inicjatywie nie więcej niż 7-9 proc. Oznacza to gwałtowną utratę sympatyków w skali, która niezależnie od wyniku w październiku, będzie z całą pewnością przedmiotem analiz politologów nie tylko w Polsce. Na dobrą sprawę jeśli popatrzeć na sondażowe słupki centroprawica na słabości Kukiza zyskała. Bo w lipcu doszła do poziomu 39 proc., który jeszcze pół roku nie śnił się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Tyle tylko, że ten kilkuprocentowy zysk nie wydaje się być efektem przekonania do programowo-personalnej oferty PiS-u i koalicjantów, a właśnie w dużej mierze zrażenia do Kukiza. W pierwszym odruchu ci bardziej krytyczni zwrócili się do największej partii opozycyjnej. Ale nie jest pewne czy przy niej zostaną. Nie wiem czy PiS ma pomysł jak ex-kukizowców zatrzymać przynajmniej do października. A każdy punkt procentowy może być na wagę złota. Dlaczego? Bo słabością Kukiza pożywiła się PO. Nie jest to przyrost tak duży jak PiS, ale przybliżający Platformę do poziomu 30 proc. Na ten moment różnica rzędu 12 pkt. proc. między partią Kaczyńskiego a formacją Kopacz daje PiS-owi nieco ponad 231 mandatów. Daje też chwilowy komfort w wariancie, gdyby wspomniany poziom nie został przekroczony w górę, a brakujące szable dołożyłby Kukiz.

Ale w sytuacji, w której żadna wróżka lub wróżbita, nawet ten z Człuchowa, nie są w stanie przewidzieć co będzie dalej z dramatycznie tracącym sympatyków Ruchem Kukiza, sytuacja dla centroprawicy nie wygląda już tak różowo. Nie wiadomo bowiem do końca kto pozostał przy Kukizie. Jeśli, co nie jest wykluczone, lada moment z hukiem zejdzie on w okolice progu wyborczego, kolejne kilka procent wyborców rozpocznie poszukiwania alternatywy. A może będą to ci najbardziej zrażeni, którzy zostali przy muzyku najdłużej i nie widząc atrakcyjnej partii drugiego wyboru, zdegustowani i rozezgani emocjonalnie, po prostu nie pójdą w październiku głosować? A jeśli Kukiz wypadnie z gry to na placu boju pozostaną tylko potencjalni współkoalicjanci Platformy. Przyjmijmy hipotetycznie, że centroprawica wokół PiS ustabilizuje się w przedziale 35-38 proc. Objazd po kraju Szydłobusu, szczególnie intensywny poza wielkimi aglomeracjami, może ale nie musi dać dodatkowych punktów w nadchodzących wyborach. Kluczem są średnie i duże miasta, a tu PiS nie wypracowało przez osiem lat bycia w opozycji sposobu na przeciągnięcie tego segmentu wyborców. To, że udało się to w maju Andrzejowi Dudzie, było wynikiem przede wszystkim wsparcia antyplatformianych Kukizowców. Ale oni na pokładzie centroprawicy prawdopodobnie w sporym procencie już są. Jeśli Kukiz zejdzie szybciej ze sceny politycznej niż to się wielu z nas wydaje, część jego wyborców, a jest wśród nich sporo o poglądach centrolewicowych, może przepłynąć do kilku partii sytuujących się pod progiem. Może on zostać dzięki temu przekroczony przez PSL, Nowoczesną.pl Petru, a nawet Zjednoczoną Lewicę. Nieco mógłby zyskać KORWiN, otrzymując to o co gra od lat – partyjną subwencję i święty spokój. Ale i tak osłabiłby od prawej flanki koalicję wokół PiS. To wszystko dawałoby arytmetycznie rozkład nie do pozazdroszczenia dla centroprawicy. Bo w skrajnym, zapewne odrzucanym przez bujających w obłokach sztabowców i aparatu głównej partii opozycyjnej, już widzących się ministrami w limuzynach czy prezesami bogatych we frukta spółek skarbu panstwa, wszystkie podmioty na Wiejskiej mogłyby złożyć się w koalicję antyprawicową. Czy ten wariant bierze pod uwagę i ma plan awaryjny najważniejszy dzienny mieszkaniec na warszawskiej Nowogrodzkiej?

„WG”, sierpień 2015 

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *