Bitwa o miliardy

W nowej unijnej perspektywie na lata 2014-2020 Polska ma otrzymać 82,5 mld euro, z czego 31 mld euro podzielone zostanie w regionach. Nic więc dziwnego, że najbardziej ostry bój na linii koalicja –opozycja, wokół wysokiego odsetka głosów nieważnych, miał miejsce w niedawno zakończonych wyborach na szczeblu sejmików wojewódzkich .  Na starcie wiadomo było, że liczba sejmików, które przypadną PO i PSL wahała się między dziesięć a jedenaście. Sondaże wskazywały też, że Podkarpacie przypadnie PiS. Ale w trzech województwach (podlaskie, lubelskie, małopolskie) mieliśmy do czynienia z polskim odpowiednikiem „swing states”. Czyli sytuacji w której wskazanie zwycięzcy, bądź zwycięzców było niezwykle trudne. Różnice w prognozowanym podziale mandatów wahały się raz na korzyść koalicji rządowej, raz koalicji wokół głównej partii opozycyjnej. Ostatecznie, bazując na oficjalnych danych Państwowej Komisji Wyborczej, okazało się, że różnica w poparciu dla trzech partii (PiS, PO, PSL) była bardzo niewielka. Sondaże exit-poll mogły jeszcze dawać nadzieję PiS, że  jedno z województw „niepewnych” (Małopolska) może przypaść w rządzeniu centroprawicowej opozycji. Ale po kilku dniach skandalicznego bałaganu z systemem w PKW, który zaowocował nienaturalnym i budzącym wątpliwości oczekiwaniem na wyniki okazało się, że rozdanie na lata 2014-2018 będzie zachowaniem dotychczasowego status quo (patrz mapa 1).

W kończącej się kadencji PO-PSL kontrolowało piętnaście sejmików. Przy czym na Opolszczyźnie przy współudziale radnych wybranych z listy Mniejszości Niemieckiej, a na Śląsku przy wsparciu najpierw Ruchu Autonomii Śląska, a potem Sojusz Lewicy Demokratycznej. PiS sprawował władzę tylko na Podkarpaciu, po zmianie układu sił w trakcie trwania kadencji. Głosowanie z 16 listopada potwierdziło absolutną dominację partii Jarosława Kaczyńskiego właśnie w tym ostatnim regionie. W innych zauważalna była tendencja spadku poparcia dla Platformy Obywatelskiej. Jej ubytek rekompensował jednak znaczący przyrost sympatii dla Polskiego Stronnictwa Ludowego. Dość wspomnieć, że w województwie świętokrzyskim ludowcy zgarnęli ponad połowę mandatów. Ale największym zaskoczeniem była ich aprecjacja w zachodniej Polsce. A więc na terenach, gdzie zwykle ze sporym trudem PSL-owi przychodziło branie pojedynczych mandatów sejmowych. To właśnie odpływ PO i przypływ głosów dla PSL uratował koalicje w kilku sejmikach. Bo jego brak, przy mizerii rezultatu Sojusz Lewicy Demokratycznej, mocno komplikowałby rozdanie na Dolnym Śląsku,  w woj. łódzkim, w Wielkopolsce oraz na Śląsku. W tym ostatnim regionie PO i PSL musi sięgnąć po posiłki z lewicy, po niedojściu do skutku koalicji z Ruchem Autonomii Śląska. Na Opolszczyźnie to rządzenia wciągnięci będą ponownie działacze wybrani z listy Mniejszości Niemieckiej. Sytuacja w przedwyborczych „swing states” jest po głosowaniu z połowy listopada na tyle stabilna, że nawet ewentualna wolta pojedynczych radnych i ich przejście do PiS, nie zmieni układu sił w sejmikach. Wygląda więc na to, że grubo ponad 100 mld zł dzielone będzie przez PO i PSL. A opozycji wokół PiS pozostanie na osłodę kilka miliardów do rozdysponowania w „polskiej Bawarii”.

Zakończone właśnie wybory samorządowe to nie tylko sejmiki, ale także starcie o rady powiatowe, rady gminne oraz przykuwające największą uwagę pojedynki o fotele prezydenckie i burmistrzowskie w miastach. Zwłaszcza te pierwsze, w wielkich aglomeracjach. Dla zobrazowania wpływów politycznych głównych partii posłużyliśmy się wyliczeniem (patrz mapa 2), pokazującym sympatie włodarzy byłych i obecnych miast wojewódzkich. To w sumie aż 48 pojedynków, bez Zielonej Góry, gdzie w skutek połącznenia gminy miejskiej i wiejskiej, wybory odbędą się w marcu przyszłego roku. W największych aglomeracjach zmiana dokonała się tylko w Poznaniu i Katowicach. Po szesnastu latach z fotelem prezydenta pożegnał się Ryszard Grobelny w stolicy Wielkopolski. Ten doświadczony samorządowiec o poglądach centroprawicowych, acz daleki od wyrażanych sympatii dla PO czy PiS, musiał ustąpić miejsca kandydatowi Platformy. W Katowicach z kolei w szranki wyborcze nie stanął długoletni przydent tego miasta Piotr Uszok. Ale wskazał swoje następcę, który gładko pokonał kontrykandydata wystawionego przez PiS (Andrzej Sośnierz). Ze sporymi kłopotami o reelekcję musieli ubiegać się prezydenci Gdańska, Warszawy, Wrocławia i Krakowa. Zamiast gładkiego przejścia już w pierwszej turze, stanęli do dogrywki z konkurencją wywodzącą się z Prawa i Sprawiedliwości. Blisko sensacji było we Wrocławiu, gdzie lewdo prześliznął się, władający stolicą Dolnego Śląska Rafał Dutkiewicz. Przyzoity wynik osiągnął, kojarzony z Radiem Maryja Andrzej Jaworski w Gdańsku. Podobnie jak bardziej centrowy Jacek Sasin, czy do niedawna członek PO Marek Lasota, który wystartował w barwach partii Jarosława Kaczyńskiego. Ta ostatnia formacja utraciła co prawda swoje dwa bastiony (Radom i Elbląg), ale będzie kontrolować Nowy Sącz, Siedlce, Łomżę, Ostrołękę, Białą Podlaskę i Zamość (patrz mapa 3). Centroprawicowe sympatie mieć będzie kilku kolejnych prezydentów w Szczecinie, Lesznie, Opolu, Piotrkowie Trybunalskim, Kielcach, Tarnobrzegu i Przemyślu. Po drugiej stronie plasują się ci włodarze miasta, którzy nie ukrywają swoich lewicowych zapatrywać: Słupsk, Suwałki, Toruń, Legnica, Częstochowa, Konin, Skierniewice, Chełm, Kraków i Rzeszów. Czterech prezydentów ma bliższe lub dalsze związku z PSL: Elbląg, Olsztyn, Ciechanów i Sieradz. Najwięcej zaś deklaruje związki z rządzącą Platformą Obywatelską (patrz mapa 4). Ale niezależnie od sympatii wszyscy prezydenci zdani są i będą na łaskę władz sejmików. Bo gros środków na rozwój płynąć będzie właśnie od marszałków.

„GF”, grudzień 2014

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *