Czy będzie koabitacja?

Pomimo trzykrotnej zmiany lidera w tegorocznej rywalizacji między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością, ważniejsze dla przyszłości przetasowania dokonują się w drugiej lidze polskiej polityki. Półtora roku po wyborach parlamentarnych (kwiecień 2013) głównej partii opozycyjnej Prawu i Sprawiedliwości udało się wyjść na pierwsze miejsce w sondażach . To był, nieobserwowany do tej pory, sygnał zmęczenia ekipą Donalda Tuska i zapowiedź, że wbrew powtarzanemu wielokrotnie przez byłego Premiera sformułowaniu, że  „nie ma z kim przegrać”, zmiana na szczytach władzy jest możliwa. Rok 2014 zakonserwował to przekonanie, bo żadnej z partii rodzimego duopolu nie udało się uzyskać przewagi nad rywalem, pozwalającej z dużym spokojem myśleć o rozdaniu po czekającej nas jesienią 2015 roku elekcji parlamentarnej. Jak pokazuje rys.1 w minionych dwunastu miesiącach obserwowaliśmy trzykrotną zmianę lidera. W okresie od stycznia do marca przewagę zachowywało PiS. Zwrot nastąpił w czasie kryzysu na Ukrainie, który politykom PO spadł niczym manna z nieba. Bo, co prawda objęcie prowadzenia przez partię Tuska na wiosnę nie miało spektakularnego charakteru, to jednak przypadło na najważniejsze polityczne „momentum” pierwszej połowy tego roku. A mianowicie w trakcie kampanii i eurowyborów, które wygrała, siódmy raz z rzędu licząc od 2006 roku, Platforma Obywatelska. Lato należało już jednak do PiS, za sprawą ujawnionych przez „Wprost” taśm. Przewaga partii Kaczyńskiego w lipcu była już tak duża, że w przeliczeniu na mandaty poselskie przybliżała tę formację do perspektywy samodzielnych rządów. I w czasie kiedy politycy PiS witali się już z gąską, z pomocą przyszła Bruksela, a precyzyjniej rzecz ujmując, nieformalnie głównodowodząca unijnym organizmem kanclerz Niemiec Angela Merkel. Polityczny przyjaciel i zdeklarowany germanofil, Donald Tusk wybrany został na Prezydenta UE. Ekstaza medialna nad Wisłą, związana z awansem Premiera polskiego rządu, w połączeniu z kompleksem Polaków względem zachodu sprawiły, że PO nie tylko odrobiła straty („efekt Tuska”), ale przejęła we wrześniu pałeczkę lidera po przetasowaniach w „małym pałacu” („efekt Kopacz”). I tego prowadzenia do końca roku już nie oddała. Warto odnotować, że sympatie dla PO zamknęły się w 2014 roku w przedziale 30-39 proc., a dla PiS 33-38 proc. Pomimo obserwowanej zwiększającej się niechęci do klasy politycznej, co dowodzą między innymi pomiary zaufania do instytucji państwowych, Polacy nie decydują się na alternatywę pośród innych partii usytuowanych sporo poniżej dwóch gigantów. Ani na nowe oferty, akcentujące konieczność odejścia od zakleszczenia PO-PiS, czego dowodzi choćby brak sukcesów projektu wokół Polski Razem Jarosława Gowina.

Większe przetasowania, nieelektryzujące opinii publicznej tak jak w przypadku zmian na szczycie, miały miejsce w kończącym się roku w politycznej drugiej lidze. Każda z czterech formacji, których poparcie badane było przez rodzimą socjometrię, minione dwanaście miesięcy musi zaliczyć do ciekawych. Jeszcze do połowy roku wydawało się, że trzecie miejsce Sojuszu Lewicy Demokratycznej wydaje się niezagrożone. Liderzy tej partii dawali co i raz do zrozumienia, że w nowym parlamentarnym rozdaniu gotowi są wspierać Platformę, gdyby jej dotychczasowy koalicjant nie był w stanie dać arytmetycznej większości. Już eurowyborczy wynik partii Leszka Millera musiał być dla jej liderów, działaczy i sympatyków zimnym prysznicem. Wynik, choć nieco lepszy niż ten po zapaści w 2011 roku, był mocno niezadowalający. A pokazujący, że kryzys lewicy to nie zjawisko incydentalne, ale problem z którym doświadczony lider i jego młode otoczenie, może sobie nie poradzić. Krótkotrwałe powyborcze odbicie wakacyjne był zarazem początkiem trendu, który w końcówce roku przyniósł trwałe zejście SLD poniżej 10 proc. A co najważniejsze sprawił, że lewica utraciła trzecie miejsce w rankingu na rzecz PSL. Ta mijanka była z kolei efektem przyzwoitego rezultatu w eurowyborach, a przede wszystkim bardzo dobrego, będącego cykliczną górką, wyniku ludowców w wyborach do sejmików. W pierwszej połowie roku PSL walczył od góry z pięcioprocentowym progiem wyborczym. Ale od połowy roku, po części za sprawą odmiennej od PO-PiS oceny wydarzeń na Ukrainie, ludowcy z miesiąca na miesiąc poprawiali swoje notowania. Średnia z grudnia dała im, dawno nieobserwowany wynik bliski dwucyfrowemu. Upadki z wzloty miał też Kongres Nowej Prawicy. Rósł przez okres eurokampanii, a siłą rozpędu także dwa miesiące po jej zakończeniu. Warto odnotować, że w czerwcu i lipcu KNP była czwartą siłą polityczną w naszym kraju, nieznacznie przegrywając ze słabnącym SLD. Od tego momentu jednak notowania partii Janusza Korwin-Mikke zaczęły spadać, a w końcówce roku balansowały już blisko granicy między politycznym bytem, a niebytem. Jednak największym przegranym 2014 roku w polityce okazał się Twój Ruch. O ile jeszcze w styczniu i lutym udawało mu się trzymać bariery progu wyborczego, o tyle kolejne miesiące przyniosły już tylko dalszą deprecjację. Po drodze był kiepski wynik w eurowyborach, który wywołał ferment w partii. Skutkiem czego Janusza Palikota opuściło wielu jego dotychczasowych kompanów. Co widoczne na wykresie, a niekorzystne dla lidera Twojego Ruchu, formacja ta nie korzysta na osłabieniu najbliższej konkurencji (SLD). Nie ma więc potencjału wzrostowego co sprawia, że spośród sił obecnych na Wiejskiej, to właśnie ludzie wokół Palikota i on sam, mogą okazać się gwiazdą jednego sezonu. Otwarte pozostaje pytanie czy w miejsce TR pojawi się reprezentacja KNP. Ważne, bo otwierałoby ewentualną perspektywę dokoptowania do koalicji partii Korwina-Mikke z PiS, gdyby formacja Kaczyńskiego wygrała przyszłoroczną rywalizację o Sejm. Jest bowiem mało prawdopodobne na dziś, że PiS-owi udałoby się zdobyć ponad 231 mandatów. Brak KNP z kolei, nawet przy wygranej PiS, prowadziłby do kontynuacji rządów koalicji PO-PSL, z ewentualnym wsparciem SLD. Wynik batalii o Sejm i rozdanie na lata 2015-2019 są więc wciąż otwarte.

Mniejsze emocje mogą nam towarzyszyć w rywalizacji o najwyższy urząd w państwie. Kampania, ta oficjalna wciąż nie wystartowała, ale kilku kandydatów zadeklarowało już swój start w wyborach. Uczynił to Andrzej Duda, namaszczony przez Prawo i Sprawiedliwość oraz Janusz Palikot, reprezentujący Twój Ruch. Nic nie wskazuje na to, żeby urzędujący Prezydent nie zawalczył o reelekcję. Otwarte pozostaje wyłącznie pytanie czy będzie wspierany przez PO, czy także przez koalicyjnego partnera – PSL. Zagadką pozostaje też personalne wskazanie SLD oraz dwóch partii usytuowanych na prawo od PiS, czyli KNP i Ruchu Narodowego. W komfortowej sytuacji jest obóz Platformy Obywatelskiej za sprawą pozycji na starcie Bronisława Komorowskiego. Średnia w listopadzie, co pokazuje rys.2, wśród osób o zdeklarowamych preferencjach dawała Prezydentowi aż 64 proc. Faworyt wyborów ma w grudniu porównywalną liczbę wskazań. Największy konkurent Komorowskiego – Andrzej Duda – gromadzi wokół swojej osoby co piątą osobę deklarującą udział w elekcji prezydenckiej. Na uwagę zasługuje fakt, że kandydat PO zgarnia prawie dwukrotnie więcej głosów niż notowania maierzystej partii. Inaczej niż kandydat PiS, które zbiera raptem 2/3 tego, co w rankingach partyjnych ma jego formacja. Mamy więc do czynienia z przepaścią między Komorowskim a Dudą, ale także między wspomnianą dwójką a pozostałymi politykami walczącymi o „duży pałac”. Lider KNP może liczyć na 5-6 proc.. Słabo radzą sobie testowani w sondażach – Ryszard Kalisz, czy Wojciech Olejniczak z lewicy. Po dnie szoruje Janusz Palikot. A chęć wyboru innych kandydatów deklaruje jeden na dwudziestu pięciu, a nawet trzydziestu badanych. To oznacza, że w prezydenckiej elekcji wszystko wydaje się na dziś poukładane. I nie zapowiada żadnych niespodzianek. A za taką należałoby uznać brak roztrzygnięcia już w pierwszej turze. Taki scenariusz byłby możliwy, gdyby cała lewica, ta od SLD po Twój Ruch wystawiła wspólnego kandydata. A jednocześnie, gdyby Andrzej Duda nie miał konkurencji na prawo od PiS, na przykład w osobie Janusza Korwin-Mikke. Łatwe zwycięstwo może dodać kilka punktów PO. Dobry wynik Dudy może podnieść morale w PiS przez głosowaniem sejmowym. Brak kandydata PSL to rozwiązanie ryzykowne, bo wyłączające tę partię z medialnego obiegu w pierwszej połowie 2015 roku. Kandydaci SLD i TR będą walczyć nie tyle o indywidualne przetrwanie, ile o wydźwignięcie z kryzysu ich formacji. Dobry wynik Korwin-Mikke może przełożyć się na wejście KNP do Sejmu. Inny kandydat tej partii taki scenariusz może oddalić. Słowem dość przewidywalne wyniki wyborów w maju mogą w dużej mierze zdecydować o rozdaniu na Wiejskiej za niespełna rok. A może podział wyborczych łupów odbędzie się w oparciu o zastosowaną już przez Polaków w 1993, 1997, 2000 roku zasadę „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”. Czy czeka nas wobec tego koabitacja Bronisława Komorowskiego z większością sejmową wokół PiS?

„Gazeta Finansowa”, grudzień 2014

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *