Czy projekt Kukiza zacznie tracić?

Z pozoru wszystko układa się w logiczną całość. Na fali sukcesu Andrzeja Dudy zyskać powinna jeszcze w sondażach koalicja wokół PiS. Być może nie na tyle, by rządzić samodzielnie. Ale z nową większością w przyszłym Sejmie nie powinno być problemu, bo jedyny potencjalny koalicjant centroprawicy – tworzący się Ruch Kukiza – ma notowania na poziomie wyniku prezydenckiego swojego lidera. Dodatkowo łączna liczba mandatów dla obu podmiotów nie byłaby odległa od tej, pozwalającej na zmianę kontsytucji, wspólnego dzieła ludzi Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Demokratycznej. Ale do wyborów mamy jeszcze cztery miesiące. I o ile notowania PiS-Solidarnej Polski i Polski Razem Jarosława Gowina wydają się stabilne w przedziale 30-35 proc., o tyle sympatie wyrażane dla ewentualnego współpartnera mogą charakteryzować się dużą zmiennością. Ma na to wpływ kilka czynników. Po pierwsze żywiołowość tworzących się struktur, w dużej mierze opartych na pospolitym ruszeniu wokół akcji referendalnej JOW. Niebezpieczeństwem, co pokazuje przykład Samoobrony i Ruchu Palikota, jest napływ ludzi mających za sobą aktywność w licznych start-upach w ostatnich latach. Tych, którzy przewinęli się przez kilka partii czy organizacji, a teraz idą tam, gdzie widzą dla siebie szanse na samorealizację. Jak przystało na otwartość oddolnych inicjatyw są one także wyjątkowym miejscem angażowania się elementów o wątpliwej reputacji. Na z tym związane wstrząsy jest także narażony Ruch Kukiza. Po drugie elektorat tej inicjatywy jest zróżnicowany na osi prawica-lewica. A to oznacza, że oprócz haseł zmiany ordynacji wyborczej, u dużej części sympatyków „nowego” mogą pojawiać się, podsycane przez mainstream pytania o zręby programowe. Dogodzenie wszystkim niezadowolonym i zbuntowanym nie będzie możliwe, a co za tym idzie należy liczyć się z odejściami tych oczekujących na „coś więcej”. Ze sporego kawałka tortu Kukiza chętnie skorzystają zarówno PiS, PO jak i mniejsze formacje pokroju PSL, Partii Korwin, czy Ruchu Narodowego. Po trzecie wreszcie znaczenie dla wyniku Ruchu Kukiza mieć będzie skład personalny list. Z deklaracji lidera wynika, że nie będzie na niej znanych nazwisk polityków, w tym byłych i obecnych parlamentarzystów. Będą zaś liderzy różnych środowisk. O miejsca na listach toczyć się będzie więc zażarta batalia, co także nie umknie uwadze mediów i może zostać wykorzystane przez polityczną konkurencję. To co na dziś daje poparcie dwudziestokilkuprocentowe może, przy dynamicznej sytuacji wewnętrznej i zewnętrznej, w kolejnych miesiącach pompować słupki do ograniczającej wzrosty granicy 30 proc. A to oznaczałoby rywalizację o palmę pierwszeństwa z centroprawicą, czyli ekspansję także jej kosztem. Jest też kierunek odwrotny. Nie ma jak na razie wyraźnego potwierdzenia zmiany trendu na spadkowy. Co prawda dwa najnowsze sondaże korygują notowania tworzącego się Ruchu wokół tego znanego muzyka, ale do zniecierpliwienia w jego sztabie powinno dojść dopiero wtedy, kiedy w końcówce obecnej czerwcowo-lipcowej fali pomiarowej oraz w kolejnej, tej od drugiej dekady lipca, notowania będą się obniżały o wartość znacząco wyższą niż dopuszczalny błąd statystyczny. Innymi słowy Ruch Kukiza musi obronić poziom 19-22 proc. wśród zdecydowanych wyborców. Mniej od tego przedziału oznaczać może większe kłopoty i przyspieszenie deprecjacji. A to z kolei mogłoby zakłócić scenariusz „dobrej zmiany”, o którym napisałem na wstępie. Rozgrzanym głowom w tzw. obozie patriotycznym sugeruję, żeby brali pod uwagę, dziś mało prawdopodobny, wariant „wszystkich przeciw PiS”. Cztery miesiące w polskiej polityce to bardzo dużo czasu.

„WG”, czerwiec 2015

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *