Dwie wojowniczki

Gdy w październiku podobno polska i podobno dziennikarka Bianka Zalewska nazwała polskich kibiców-patriotów „grupą bandytów i recydywistów ściągniętych przez Putna” wydawało się, że antypolskie banderofilskie szaleństwo na centroprawicy sięgnęło zenitu. Nic z tych rzeczy .

Przypomnijmy, że podczas październikowego meczu Legii Warszawa z Metalistem Charkow w Kijowie, dający wielokrotnie w przeszłości dowód przywiązania do kresowej tożsamości Polski kibice stołecznej drużyny wywiesili biało-czerwoną flagę z napisem „Wilno-Lwów”. Telewizyjny kanał nowej władzy na Ukrainie – Espreso.TV – z którym Zalewska – podobno Polka i podobno dziennikarka – współpracuje, poprosił o komentarz. Dodać trzeba w tym miejscu, że ta parażurnalistka to nie przedstawicielka wiodącego nurtu mediów III RP, ze stajni Lisa, Żakowskiego, czy Michnika. Bianka Zalewska współpracuje z … TV Republika. I zapewne ku zdumieniu wielu widzów tego kanału, a z całą pewnością czytelników przywiązanej do propagowania wartości narodowych i patriotycznych „Warszawskiej Gazety” dowiedziało się, że zdaniem Zalewskiej za wywieszeniem biało-czerwonej flagi z napisem „Wilno-Lwów” stoi … rosyjska agentura. To w przeważającej większości ludzie opłacani przez prezydenta Putina i Federację Rosyjską mieli dostać się do sektora kibiców Legii Warszawa. To oni mieli wnieść i wywiesić transparent przypominający, skądinąd oczywisty fakt, że przez setki lat Wilno i Lwów uchodziły za najbardziej polskie z polskich miast. Pozostali zaś, nie-Rosjanie, to ogólnie rzecz ujmując – bandyci, pijacy i wszelka swołocz.

Jak to możliwe, że lubiana i oglądana przez wielu TV Republika mogła wziąć pod swoje skrzydła kogoś, kto wypowiada takie niedorzeczności. Język i sposób formułowania myśli przez Zalewską musi przywoływać w pamięci „dokonania” z epoki Jerzego Urbana. To także dowód na to, jak za niewiele można się sprzedać obcym interesom i zaistnieć na srebrnym ekranie. Plucie na polskość, rusofobię i banderofilię Zalewskiej docenił zresztą szybko prezydent Ukrainy i odznaczył ją Medalem Księżnej Olgi. Podpowiadamy „przyjacielskim” władzom w Kijowie, że bez zbytniego skrępowania powinny pójść za ciosem i dorzucić do kolekcji Zalewskiej odznakę Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Nie pierwszej dla przedstawiciela tzw. „obozu patriotycznego” między Bałtykiem a Tatrami. Obozu, który ów patriotyzm definiuje, uwzględniając przede wszystkim interesy ponadnarodowej struktury euroatlantyckiej. A od ćwierćwiecza wiemy, że nie zawsze jej priorytety muszą iść w parze z naszymi. Ta globalna układanka wepchnęła nas między innymi w narzucone „czarno-białe” postrzeganie rzeczywistości na Białorusi. W antyłukaszenkowej fobii polskie elity, a szczególnie te z obozu solidarnościowego, posunęły się jeszcze dalej, niż wymagał tego oficer łącznikowy w ambasadzie USA w Warszawie. Efektem tego wykorzystana do cna na pierwszej linii frontu Polska dziś patrzy z niedowierzaniem, jak dla Białego Domu i UE ten sam Łukaszenka jest pożądanym partnerem do organizacji arcyważnych rozmów o przyszłości Ukrainy. Nie w Warszawie, gdzie od przyjaciół nowej władzy w Kijowie roi się w polityce i – co widać na jaskrawym przykładzie Zalewskiej – w mediach, tylko w do niedawna totalitarnym i antydemokratycznym Mińsku.

To jaką cenę za realizację oderwanej od realiów „polityki jagiellońskiej” przyjdzie zapłacić Polsce nie wiemy, bo rachunek z pewnym ujemnym saldem jest wciąż aktywny. Porównywalne tylko z ostrą biegunką pelegrynowanie do Kijowa na wiosnę przez polityków PO i PiS, te komiczne dla trzeźwo myślących „achy i ochy” nad nową „europejską” władzą na Ukrainie, będącej de facto  wynikiem przetasowania na oligarchicznej wierchuszce, znalazły swoje przełożenie w sondażowych słupkach. „Sława Uhrainie” odebrała zwycięstwo PiS w eurowyborach, zbudowała przyczółek dla wolnej od entuzjazmu dla neobandrowców prawicy spod znaku KNP, a częściowo pozwoliła odbudować się PO. Po drodze były skandaliczne wypociny paradziennikarskiej snajperki Zalewskiej. To w połączeniu z wynikami badań, pokazującymi duży rozdźwięk między proukraińskim przekazem kierownictwa takich partii, jak PiS czy Polska Razem a ich sympatykami, dla strategów połączonej w międzyczasie centroprawicy, powinno być sygnałem, że jest to droga donikąd. Innymi słowy, że antypolskie banderofilskie szaleństwo sięgnęło właśnie zenitu i najwyższy czas spuścić powietrze z biało-czerwono-brunatnego balona.

Tak jednak się nie stało. Bo oto w przededniu Wigilii polska opinia publiczna dowiedziała się, że z przyjacielską wizytą na wschód Ukrainy, do prorządowego batalionu „Ajdar”, udała się posłanka Małgorzata Gosiewska. Ta wysokiej klasy specjalistka od przyrządzania kanapek i herbaty na rewolucyjnym Majdanie, w asyście poselskiego no name’a Piotra Pyzika, postanowiła wynagrodzić niedolę trójzubowym wojownikom. W internecie pochwaliła się czułym tuleniem się do brodacza w panterce. Czy robił to również towarzysz wspólnej wyprawy, poseł Pyzik? Czy oboje hajlowali nazistom z Prawego Sektora? Na to dowodów brak. Za to można wnioskować, że za sprawą jagiellońskiej ambasador Gosiewskiej nowe partnerstwo wschodnie ulega właśnie rozszerzeniu. Nie zamyka się ono jak dotychczas na prezydencie Poroszence, czy premierze Jaceniuku. Idzie dalej do formacji zbrojnej, o której zbrodniczej działalności mówi raport Amnesty Internationale, a omija z daleka cały cywilizowany świat. To właśnie Ajdar miał się dopuszczać tortur i rozstrzeliwań, także ludności cywilnej. Wymieniana już Bianka Zalewska, oficjalnie jako korespondentka, obserwowała z bliska „europejskich antyterrorystów” z Ajdaru. Nie ukrywała, że są oni dla niej wzorem patriotyzmu. Jakże innego od rosyjskiej agentury wśród kibiców warszawskiej Legii. Pewnie te ciepłe słowa Zalewskiej o brunatnych wojownikach w moro bardzo się spodobały posłance Gosiewskiej. Może więc obie panie powinny rozważyć teraz wspólny wyjazd do Donbasu na dłużej. To z całą pewnością przybliży centroprawicę do sukcesu wyborczego w 2015 r.

„WG”, styczeń 2015

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *