Endeckie Wilno Piłsudzkiego

W 2005 roku w trzech powiatach z przewagą „lądowych Kaszubów” zwyciężył, ku zaskoczeniu samego Donalda Tuska – Lech Kaczyński. Jak niewdzięczni i kapryśni mogą być wyborcy z matecznika przekonał się niejeden polityk II i III RP.

Jan – brat Józefa

Większości z nas Wilno kojarzy się z Ostrą Bramą, Uniwersytetem Stefana Batorego, czy Kaziukami. Miasto i region to także szczególne miejsce związane z osobą Józefa Piłsudskiego. W 1867 roku w Zułowie, przy obecnej granicy litewsko-białoruskiej, urodził się przyszły Naczelnik Państwa. W Wilnie ukończył gimnazjum. Tu rozpoczął antycarskie „spiskowanie”. Dopełnieniem związku Piłsudzkiego z Wileńszczyzną było złożenie, w grobie matki, jego serca na Rossie, w maju 1936 roku. A jednak mieszkańcy ukochanego Wilna i ziemi wileńskiej, szczególnie w pierwszej dekadzie po odzyskaniu niepodległości, dalecy byli od entuzjazmu dla formacji sympatyzujących z szeroko rozumianym obozem Marszałka. Pokazały to już pierwsze wybory do Sejmu Litwy Środkowej, które odbyły się w styczniu 1922 roku. Spośród 106 mandatów aż 43 przypadły Polskiemu Centralnemu Komitetowi Wyborczemu. Była to koalicja ugrupowań prawicowo-narodowych, w skład której wchodził między innymi Związek Ludowo-Narodowy oraz Chrześcijańsko-Narodowe Stronnictwo Pracy. Mniej, bo 34 mandaty przypadły liście Rad Ludowych, utworzonej przez pro piłsudczykowskie Towarzystwa Straży Kresowej. PSL Ziemi Wileńskiej, czyli regionalna mutacja „Piasta”, wprowadziło do Sejmiku 13 posłów. Chjenopiast dysponował, więc łącznie 56 mandatami, o trzy powyżej bezwzględnej większości. Pojedyncze mandaty przypadły PSL „Wyzwolenie”, PSL „Odrodzenie” i socjalistom. Polskie Stronnictwo Demokratyczne, którego jednym z liderów był brał Józefa Piłsudskiego – Jan, musiało zadowolić się tylko 4 mandatami. Znane nazwisko i koligacje, jak widać nie pomogły. Niewiele zmieniło się w wyborach parlamentarnych z listopada tego samego roku. W okręgu obejmującym Wilno oraz Wilno-Troki niemal, co trzeci głos otrzymał Chrześcijański Związek Jedności Narodowej. W Wilnie było to 45 proc. do Sejmu i aż 55 proc. do Senatu. Rywalizację o głosy na wsi ponownie wygrał koalicjant narodowych-demokratów na Wiejskiej – PSL „Piast”. Tylko, co jedenasty głos powędrował zaś, do kojarzonego z Naczelnikiem, Państwowego Zjednoczenia na Kresach i Związku Rad Ludowych. Najlepiej obie listy wypadły w jego rodzinnym powiecie święciańskim, ale i tak łącznie poparcie dla nich zamknęło się na poziomie 12 proc. Wileńszczyznę w Sejmie i Senacie reprezentowali narodowcy, socjaliści oraz ludowcy z „Piasta” i „Wyzwolenia”. Zabrakło zaś miejsca dla ludzi bliskich Piłsudskiemu.

Wschodni bastion narodowców

W kolejnych wyborach w 1928 roku, mających mniejszy od poprzednich element nieskrępowania, w Wilnie BBWR otrzymał 35 proc., ale na drugim miejscu znalazła się Lista Katolicko-Narodowa z 22 proc. głosów. Dzięki czemu prawica narodowa zdobyła jeden mandat poselski. Jedyny w okręgu w całości położonym po za obecnymi granicami Polski. Jej reprezentantem został były wicemarszałek w izbie niższej Aleksander Zwierzyński. Wyborcy z Wilna i okolic w kolejnych wyborach z 1930 roku obdarzyli, co prawda największym zaufaniem BBWR (57 proc.), ale był to najsłabszy wynik formacji obozu piłsudczykowskiego na kresach północno-wschodnich. W tym okręgu oraz w północnych i  środkowych powiatach województwa wileńskiego na wystawienie listy zdecydowali się narodowi-demokraci. I kolejny raz najlepiej wypadli w Wilnie, zbierając, co piąty głos i wprowadzając jedynego sejmowego reprezentanta endecji z kresów. A tu o głosy prawicowych wyborców po 1926 roku walczyć narodowcom nie było łatwo. Trzeba bowiem pamiętać o przejściu do obozu piłsudczykowskiego wpływowego, konserwatywnego środowiska „Słowa” i „Żubrów Kresowych”, na czele ze Stanisławem Mackiewiczem. Dodatkowo za sprawą zmiany ordynacji wyborczej, rywalizacja w wyborach z 1935 i 1938 roku dla środowisk innych niż sanacyjne, stała się niemożliwa. Stąd jedynym wskaźnikiem sympatii, bądź antypatii do ówczesnego obozu władzy, wobec wezwań do bojkotu ze strony opozycyjnej centrolewicy i narodowej prawicy, był poziom frekwencji. W dwóch głosowaniach parlamentarnych z drugiej połowy lat 30-tych, województwo wileńskie sprawiło nieco więcej kłopotu nadgorliwej administracji, niż na przykład niesiona ułańsko-legionową fantazją statystyka aktywności ze środkowej części województw kresowych. To, że z tymi Wilniusami nie było tak do końca, jakby sobie tego życzyła „Polska Marszałka” dowodzą choćby ostatnie, przed wybuchem II wojny światowej i utratą Wileńszczyzny, wybory samorządowe z maja 1939 roku. Na 72 miejsca w Radzie Miasta endecja uzyskała 27 mandatów, co stanowiło 38 proc., a sanacyjny i bardziej narodowy od swojego poprzednika BBWR-u – OZON tylko 19. Na trzecim miejscu uplasowały się listy żydowskie, a za nimi socjaliści z PPS. Tak, więc ostatnia wileńska rywalizacja II RP między obozem Piłsudzkiego i Dmowskiego zakończyła się, nie po raz pierwszy, zwycięstwem narodowych-demokratów.

Realizm i działanie, czy federacyjna mglistość?

Żeby zrozumieć sympatie dla endecji wśród mieszkańców największej północno-wschodniej metropolii i jej okolic, trzeba przede wszystkim wziąć pod uwagę czynnik demograficzny. A on sprawiał, że w liczącym 200 tysięcy mieszkańców Wilnie Polaków było około 60 proc. Drugą pod względem liczebności grupę narodowościową stanowili Żydzi (około 30 proc.). Oprócz nich byli też Rosjanie i Litwini. U początków odbudowy niepodległej Polski, kiedy Józefowi Piłsudskiemu i jego współpracownikom, śniły się wciąż mgliste plany federacyjne, realizm endecji w Sejmie Litwy Środkowej, uwidocznił się w konsekwentnym działaniu na rzecz przyłączenia Wileńszczyzny do Polski. Od przegłosowania stosownej uchwały, aż do jej pełnej realizacji. Bez oglądania się na los innych pojagiellońskich sierot. A to z całą pewnością pozostało w pamięci wielu polskich mieszkańców regionu. Do tego dochodziły jeszcze, jakże częste na tych terenach konflikty narodowościowe. Bitwa o handel, odwrócenie niekorzystnych dla Polaków proporcji w wolnych zawodach, czy uczelniane zmagania o polskość. We wszystkich tych obszarach dobrze zorganizowane struktury narodowców wychodziły naprzeciw oczekiwaniom polskich gospodarzy ziemi wileńskiej. Ułatwieniem dla działań narodowych-demokratów był też, widoczny gołym okiem obojętny, a często wrogi stosunek Żydów, Litwinów i Białorusinów do odradzającego się państwa polskiego. Jasno definiowany interes narodowy endecji, był bardziej zrozumiały i akceptowany przez niemałą część polskich wyborców od haseł integracji wieloetnicznego organizmu na gruncie ideologii państwowej. Niechętny sejmokracji Józef Piłsudski, obojętny wobec sympatii politycznych Polaków w środkowej, czy zachodniej części Polski, z całą pewnością interesował się tym, na kogo swój głos w wyborach II RP oddawały drogie jego sercu Wilniusy. A krajanie z pod Ostrej Bramy chętnie wskazywali na tych, z którymi Naczelnikowi Państwa nigdy nie było po drodze.

„WG”, marzec 2014

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *