Euroregion Habsburgia

Z chwilą podpisania 3 listopada 1918 roku przez CK Sztab Integralny z aliantami umowy o zawieszeniu broni, rozpadły się Austro-Węgry. Ta dualistyczna monarchia z pięćdziesięcioma milionami poddanych, egzystowała na europejskiej mapie przez pięćdziesiąt jeden lat, jako jedno z trzech wiodących mocarstw na Starym Kontynencie. Między wrześniem 1919 a czerwcem 1920 roku w Saint-Germain-en-Laye i Trianon usankcjonowano wyodrębnienie się z dawnych Austro-Węgier nowych państw, bądź zmian terytorialnych na korzyść państw już istniejących  (patrz mapa 1). Przez dziesiątki lat w świadomości wielu mieszkańców Europy, w tym jej części środkowo-wschodniej, funkcjonował obraz Austro-Węgier jako kraju zacofanego cywilizacyjnie, rządzonego niedemokratycznie,  stale borykającego się z problemami wieloetniczności. Wyższością nad organizmem katolickich Habsburgów miała charakteryzować się bismarkowska Rzesza z pod znaku Kulturkampf, na wskroś laicka Francja, czy miłująca wolność Wielka Brytania. Wielkimi krokami zbliżamy się do setnej rocznicy rozczłonkowania Przedlitawii i Zalitawii. Upływający czas, co pokazują liczne publikacje, jest sprzymierzeńcem wszystkiego, co wiąże się z przewagą dobrych stron dualistycznej monarchii. Chciałbym, aby to co za chwilę Państwu zaprezentuję, było moim skromnym wkładem w tym procesie.

Rok 1989 przyniósł krajom Europy środkowo-wschodniej, wyodrębniających się z sowieckiej strefy wpływów, możliwość zmian ustrojowych. W Pradze, Budapeszcie, czy Warszawie przywrócono wolności obywatelskie, a monopartyjna dyktatura ustąpiła miejsca modelowi wielopartyjnej, parlamentarnej demokracji. Stworzone zostały między innymi warunki do obserwacji i analizy procesów społecznych, nie tylko w obrębie jednego kraju, ale szerzej regionu – z racji komplementarności obranego „modus vivendi”. W tym także regionu w kontekście historycznym. Jednym z mierników na osi „integracja-dezintegracja”, czy „wspólnotowość-atomizacja” jest obserwacja zmian zachodzących w przestrzennym zróżnicowaniu preferencji wyborczych. Ponad dwadzieścia lat, dla takich osób jak ja, zajmujących się geografią wyborczą, to okres wystarczający do podzielenia się spostrzeżeniami, bazującymi na – jak się mówi w języku prawniczym – „materiale dowodowym”. Czy mamy do czynienia na wschodnich terenach dawnych Austro-Węgier, z zachowaniami (sympatiami politycznymi), które cechuje zadziwiająca zbieżność wśród mieszkańców dzisiejszej południowo-wschodniej Polski, zachodniej Ukrainy, czy rumuńskiego Siedmiogrodu, Marmarosz i Banatu?

Ziemie dawnego Królestwa Galicji i Lodomerii wraz z Wielkim Księstwem Krakowskim i Księstwem Oświęcimia i Zatoru stały się częścią składową odrodzonej II Rzeczypospolitej. W powszechnym użyciu do dziś tereny te określa się mianem Galicji. Konserwatyzm stosunków społeczno-gospodarczych, obyczajowy tradycjonalizm, będący wynikiem silnych wpływów kościoła katolickiego, rozwój edukacji, kultury i samorządu terytorialnego w okresie rozbiorów, wpływały już w międzywojniu na odrębność zachowań wyborczych „Galonów”. W Galicji Zachodniej, obserwowaliśmy silne wpływy chadecko-ludowego PSL „Piast”, co w połączeniu z głosami oddawanymi na prawicę narodowo-konserwatywną, sprawiało, że ta część kraju uchodziła za region o silnych wpływach centroprawicy (patrz mapa 2 po lewej). Po 1989 roku ta sytuacja nie uległa większym zmianom. Wysoki odsetek ludności zasiedziałej, rolniczo-przemysłowy charakter, silne więzi rodzinne i sąsiedzkie, wyróżniający się na tle innych części Polski tradycyjny, praktykowany katolicyzm „dawnej Galicji” w połączeniu z autorytetem kościoła, przekładał się na preferencje polityczne jej mieszkańców. Dokładnie oddaje to zestawienie wyborów z 1997 roku, z łącznym poparciem dla centroprawicy, czyli AWS + ROP (mapa 2 po prawej stronie). Dodajmy poparciem w tych samych przedziałach procentowych co w 1922 roku, pomimo upływu siedemdziesięciu pięciu lat między elekcjami.

Konserwatyzm i antykomunizm, tłumiony w okresie  PRL, eksplodował w „polskiej” Galicji w pierwszych demokratycznych wyborach do Senatu (1989). To właśnie w części południowo-wschodniej Polski obserwowaliśmy największy odsetek wskazań na kandydatów Komitetu Obywatelskiego „Solidarności” (patrz mapa 3 po lewej stronie). W innym ważnym głosowaniu o charakterze ustrojowym, galicyjscy Polacy odrzucili w referendum (1997) konstytucję przygotowaną przez centrolewicową, parlamentarną koalicję na czele z postkomunistą Aleksandrem Kwaśniewskim. Od początku III RP do dziś wpływy postkomunistycznej, antyklerykalnej lewicy są w Galicji, na tle innych części kraju, najsłabsze. Poważne wątpliwości jej mieszkańców budzi też genealogia Polskiego Stronnictwa Ludowego. Jego „ZSL-owski garb” jest jednym z głównych powodów prawicowych sympatii ruralnej części dawnej Galicji. Warto też dodać, że w rysującym się po 2005 roku podziale sceny politycznej, na „Polskę solidarną” i „Polskę liberalną”, w większości „Galoni” opowiadają się za tą pierwszą. Pozostają wierni formacjom i kandydatom chadeckim, narodowym i konserwatywnym. Tym ostatnim także w prawym biegunie sytuującej się w politycznym centrum – Platformie Obywatelskiej.

Dzisiejszy Siedmiogród, rozumiany jako przestrzeń od łuku Karpat do styku granicznego Rumunii i Węgier oraz Rumunii i Serbii, był na przestrzeni wieków zasiedlany przez Węgrów, Niemców, Słowian, Turków, czy Rumunów. Tu przez stulecia krzyżowały się interesy Turcji, Węgier, a w mniejszym stopniu Austrii, czy Polski. Po powstaniu Austro-Węgier w 1867 roku prowadzona była polityka madziaryzacji, która wyparła administracyjne zniemczenie. Po układzie w Trianon Siedmiogród trafił do państwa rumuńskiego. W okresie II wojny światowej jego północna część wróciła do Węgier, by ostatecznie po 1947 roku stać się częścią składową Rumunii. Siedmiogród na tle dwóch pozostałych krain historycznych, czyli Mołdawii i Wołoszczyzny, jest znacznie bardziej wieloetniczny. Tu też, z racji dużych skupisk katolików i protestantów, religia prawosławna nie jest dominująca. Te dwa elementy oraz „habsburskie porządki”, trwające od pokoju w Karłowicach z przełomu XVII i XVIII wieku aż do połowy XX wieku, miały wpływ na mentalne uformowanie mieszkańców Siedmiogrodu.

Pomimo mniej lub bardziej bolesnych prób ich złamania w okresie komunistycznej dyktatury, w tym pomysłów dyktatora Nicolae Ceausescu w zakresie „ostatecznego rozwiązania” kwestii niemieckich i węgierskich obywateli Rumunii, poczucie odrębności regionalnej Transylwanii utrzymało się do czasów nam współczesnych. Nieprzypadkowo właśnie w Timisoarze (Temesvar), w grudniu 1989 roku demontaż państwa „geniusza Karpat”, rozpoczął się od obrony węgierskiego pastora kalwińskiego Laszlo Tekesa, Jak to przekłada się na polu preferencji politycznych? Od 1990 roku mamy do czynienia z utrzymującym się podziałem na centroprawicowy Siedmiogród i centrolewicową resztę Rumunii. W wyborach prezydenckich z 1996 roku (patrz mapa 4 po lewej stronie) kandydatowi postkomunistów Ionowi Iliescu udało się „przeciągnąć” na swoją stronę tylko jedno województwo z Siedmiogrodu (Hunedoara). W pozostałych triumfował reprezentant centroprawicy Emil Constantinescu. Jeszcze bardziej spójny obraz rysuje się nam po analizie wyników wyborów parlamentarnych z 2008 roku (patrz mapa 4 po prawej stronie). W Siedmiogrodzie wygrały centroprawicowe formacje (PDL, PNL) oraz ugrupowanie rumuńskich Węgrów (UDMR). Słaby wynik osiągnęła lewica (PSD). Wyjątek od centroprawicowych sympatii, widocznych w „habsburskiej” części Polski i w Siedmiogrodzie, stanowią tereny południowej „rumuńskiej” Bukowiny. Do 1918 roku były one częścią składową Przedlitawii. Mieszkańcy Suczawa i okolic częściej skłaniają się ku centrolewicy.

Obwody: wołyński, rówieński, lwowski, tarnopolski, iwano-frankiwski (stanisławowski), zakarpacki oraz zachodnia i środkowa część Bukowiny Północnej weszły w skład Ukrainy Sowieckiej po 1939 roku. Przy czym dwa pierwsze, do wybuchu I wojny światowej wchodziły w skład carskiej Rosji. Pozostałe były częścią Przedlitawii, a zatem dualistycznej monarchii Habsburskiej. Pomimo pięćdziesięciu lat komunizmu, na terenach tych przetrwało, choć bardziej dziesiątkowane niż w zachodniej Galicji, „cesarsko-królewskie” dziedzictwo. Jednym z elementów konserwujących „przeszłość” okazała się struktura społeczno-zawodowa. Charakteryzował ją niedorozwój inwestycyjny, skromniejszy w porównaniu ze wschodem Ukrainy potencjał przemysłowy oraz zasiedziałość dominującej ludności małomiejskiej i wiejskiej. Do tego dodać należy wyznaniowy wyróżnik wschodniej Galicji – obrządek grekokatolicki. Co prawda wyrugowany w czasach ZSRR z przestrzeni oficjalnej, często przy użyciu drastycznych środków, ale funkcjonujący w „podziemiu” i umacniający poczucie odrębności. Do początku lat 50-tych na zachodniej Ukrainie działała partyzantka antykomunistyczna. Tu pierwsze kroki stawiał ruch dysydencki. Tu też zaczął się narodowy ferment w dobie „pierestrojki” Gorbaczowa. Powstające, cieszące się dużą popularnością, niezależne inicjatywy zaczęły stawiać na porządku dziennym kwestię niepodległości i suwerenności. Wiosną 1991 roku Ukraińcy wypowiadali się w referendum nad reformą sowieckiej państwowości. Dalsza egzystencja w ramach ZSRR spotkała się ze sprzeciwem głównie mieszkańców zachodniej części kraju (patrz mapa 5 po lewej). Kolejne wybory po prawej stronie Zbrucza, w tym we wschodniej Galicji, przyniosły znaczące sukcesy kandydatom i partiom centroprawicowym, w tym agrarnym, chadeckim i narodowo-konserwatywnym. W elekcji prezydenckiej z 1998 roku zdecydowanie zwyciężył Leonid Kuczma (patrz mapa 5 po prawej), a śladowym zainteresowaniem cieszyła się kandydatura komunisty Petra Symonenki. W 2004 roku wygrał Wiktor Juszczenko, a w ostatnich inna liderka obozu „pomarańczowych” Julia Tymoszenko.

Silne więzi sąsiedzkie i lokalne, zasiedziałość, świadomość odrębności regionalnej, w tym na polu kultury, konserwatyzm światopoglądowy, religijność, antykomunizm i dystans do idei lewicowych to elementy, które pozostają wspólne dla „pohabsburskich” obszarów w Polsce, na Ukrainie i w Rumunii. Pomimo upływu czasu, zmian pokoleniowych, ustrojowych eksperymentów, ich mieszkańcy tkwią w mentalności uformowanej, w dużej mierze, w dobie monarchii dualistycznej. Ten fenomen zasługuje, z całą pewnością, na poważne opracowanie naukowe, a ograniczenia czasowe nie pozwalają w tym miejscu, na rozwinięcie i pogłębienie omawianej tematyki.  A szkoda, bo materia nie dotyczy tylko czasu przeszłego i teraźniejszego. Na naszych oczach bowiem obserwujemy potężny kryzys brukselskiego biurokratyzmu. Wiele z wdrażanych pomysłów jest oderwanych od rzeczywistości, jak choćby sztuczne – w wielu przypadkach – euroregiony. Ich podstawą powinny być naturalne więzi łączące lokalne społeczności, ponad podziałami administracyjnymi, a będące wynikiem oddolnych procesów społecznych. Procesów trwających nie dziesiątki, a setki lat. Śmiem twierdzić, że mieszkańcy Małopolski, Podkarpacia, czy rumuńskiego Siedmiogrodu, zapewne najlepiej czuliby się we wspólnym „euroregionie Habsburgia”.

Materiał zaprezentowany na seminarium „Europa Środkowa wobec współczesnych wyzwań politycznych i ekonomicznych” ukazał się w wiosennym numerze kwartalnika „Myśl.pl” z 2013 roku 

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *