Kto robi z Polaków na Wileńszczyźnie mniejszość sowiecką?

Polska centroprawica, ta z monopolem na patriotyzm, przyzwyczaiła nas w ostatnich latach do lansowania dziwacznych „autorytetów” w sprawach polityki wschodniej. Jagiellońsko-prometejsko-romantycznych wizjonerów wirtualnej rzeczywistości, którym do niedawna przewodził dr Żurawski vel Grajewski. Ale oto pojawił się dla niego konkurent. Jest nim Grzegorz Kostrzewa-Zorbas. Jeszcze kilka miesięcy ten znany politolog i dyplomata opublikował ciekawą analizę w ważnej dla Polski i Polaków kwestii odszkodowań wojennych od Niemiec. Być może brak konkurencji w tym segmencie, prowadzący do rozleniwienia sprawił, że Kostrzewa-Zorbas postanowił zanurkować w sprawach wschodnich. W drugiej połowie lutego na jednym z centroprawicowych portali opublikował on tekst odgrzewający sprawę, jak to zostało określone „Wschodniopolskiej Republiki Ludowej na Litwie i Białorusi”. Kostrzewa-Zorbas opisuje w nim, to co rzekomo miało wydarzyć się w latach 1989-1991, a więc tuż przed rozpadem ZSRR. Wtedy – jak twierdzi – w głowach komunistycznych aparatczyków najwyższych szczebli oraz przy wsparciu „zawsze do usług” KGB zrodził się pomysł do sprowokowania Polaków z litewsko-białoruskiego pogranicza, którego finałem miało być powołanie autonomicznej republiki administrowanej przez naszych rodaków. A tym samym osłabienie dążeń niepodległościowych, szczególnie widocznych na Litwie. Czy w rzeczywistości Polacy z dawnych kresów północno-wschodnich stali się narzędziem w łapach dogorywających Sowietów ery Gorbaczowa?

Faktem jest, że pod koniec grudnia 1988 roku rozpoczął się w podwileńskich i solecznickich gminach proces upominania się o zwiększenie uprawnień dla zamieszkującej te tereny polskiej większości. Sprawa nabierała tempa na kolejnych szczeblach „samorządu”. Włącznie z apelem do odradzającego się Sejmasa w Wilnie o uznanie Polskiego Kraju Narodowo-Terytorialnego w składzie Republiki Litewskiej. Gdyby Kostrzewa-Zorbas zatrzymał się na tym etapie i sumiennie podszedł do wyznaczonej sobie wojenki, do natknął by się w dokumentach na informację, że nieliczni komunistycznemu notable polskiego pochodzenia owszem – postulowali wyprowadzenie nowej jednostki po za republikę litewską, ale ta koncepcja nie zyskała aprobaty zdecydowanej większości naszych rodaków. Czego chcieli wileńscy Polacy? Tego, o co walczą właśnie od tamtej pory. Swobody w posługiwaniu się językiem ojczystym, czy możliwością nauczania dzieci w polskich szkołach. A więc praw, które są standardem w naszym kręgu cywilizacyjnym. To dopominanie się o swoje, wbrew obsesji centroprawicowej jagiellońszczyzny piórem Kostrzewy-Zorbasa, miało charakter oddolny i wolny od inspiracji Moskwy. Jeśli było inaczej niech czarno na białym pokaże to tropiciel KGB-owskiego spisku wśród Polaków na Wileńszczyźnie. Co istotne nowe władze w stolicy Litwy, te odrzucające sowieckie panowanie, nie powiedziały „poluzowaniu” litewskim Polakom „nie”. Zmieniły dopiero zdanie po wyodrębnieniu się Litwy z ZSRR. Kilka miesięcy później poszły jeszcze dalej likwidując wszystko co polskie. Od tego momentu datuje się nieustanną jazdę litewskiej administracji na antypolskim paliwie. Co było dalej? Obsesyjna depolonizacja, której Warszawa w dobie Wałęsy, Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego, czy Komorowskiego przygląda się bez żadnej reakcji. To temat wstydliwy także dla „analityków” pokroju Kostrzewy-Zorbasa, czy największego szkodnika obrony polskiego dziedzictwa na kresach ostatnich lat, wspomnianego Żurawskiego vel Grajewskiego. Ucznia szkoły geopolitycznego odrealnienia z siedzibą pod Paryżem w czasach PRL. To, że tacy ludzie jak Żurawski, czy Kostrzewa są dziś autorytetami dla centroprawicy, mieniącej się patriotyczną dowodzi jak wykorzystywanie w codziennym języku podstawowych pojęć świadczy o odejściu od pierwowzoru. Nie dziwmy się więc, że jeszcze dalej w zaciekłej walce z Polakami z Litwy niż dwaj wymienieniu poszedł Kazimierz Woycicki, który kilka dni temu nazwał naszych rodaków z nad Wilii „mniejszością sowiecką”. Kto wie czy w tzw. patriotycznych mediach, u „niepokornych” nie znajdzie się miejsce także dla wspomnianego Wóycickiego. Po obsesyjnym antypoloniźmie w sprawach wschodnich Żurawskiego i Kostrzewy grunt jest przygotowany.

„PN”, kwiecień 2015

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *