Nie chrońmy za darmo litewskiego nieba

Nie ma tygodnia, by z nad Wilii nie przychodziły do nas kolejne niepokojące informacje o postępującym, administracyjnym antypoloniźmie władz w Wilnie. Od niemal ćwierć wieku, niezależnie od tego czy w Sejmasie większość ma lewica, czy prawica, nieuregulowane pozostają sprawy litewskich Polaków . Dzieje się to przy niemal całkowitej bierności władz w Warszawie. Bo one po 1989 roku, w imię mesjanistycznej psychuszki, której jednym z objawów jest neojagiellońska miłość do narodów tworzących z nami przedrozbiorową Rzeczypospolitą, zamiast troszczyć się o naszych rodaków za linią Curzona, bełkoczą coś o strategicznym partnerstwie z Ukrainą, czy Litwą. Zaczęło się od szybkiego uznania niepodległości obu krajów, po rozpadzie ZSRR. A potem było już tylko wspieranie jak leci wszystkiego, co w zamyśle nadwilślańskich miłośników giedroyciowszczyzny, miało dać nam znaczącą pozycję w środkowoeuropejskiej układance geopolitycznej. Stąd jakże widoczne przez lata rozwolnienie naszych prezydenckich notabli III RP, sprowadzające się do nieustannego latania do Wilna i Kijowa. Zaangażowanie i wciąganie nas w „ściemy” pokroju pomarańczowej rewolucji, czy ostatnio w „spontaniczny” bunt na Majdanie. Bez żadnych korzyści dla Polski. Co więcej przy zależności sprowadzającej się do tego, że każda wizyta Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego, czy Komorowskiego na Litwie i Ukrainie, przekładała się na pogorszenie sytuacji mieszkających w obydwu krajach naszych rodaków.

Od lat trwają zabiegi egzotycznej – jak by się mogło wydawać – koalicji medialnej od „Gazety Wyborczej” po „Gazetę Polską”, by o polskich sprawach na wschód od Bugu nie mówić nic. A jeśli już, to tylko z usilnym zaznaczeniem konieczności zachowania umiaru i podejmowania działań, które nie mogą szkodzić globalnej rozgrywce o dominację waszyngtońskiej jednobiegunowości. Ten propagandowy walec poczynił szkody w wielu umysłach nad Wisłą. Wystarczy nieco zagłębić się w to co mówią i piszą polscy „patrioci”. W ciągu dwudziestu pięciu lat udało się im, a jeszcze bardziej michnikowszczyźnie, wyhodować niemałą grupę obywateli polskich, którzy mglisty interes europejski, czy euroatlantycki, stawiają wyżej od polskiego. Sprawy nie zaszły jednak tak daleko w kierunku oczekiwanym przez neokonserwatywną centralę za wielką wodą. Jednym z dowodów na normalność i zdroworozsądkowość, połączoną z narodowymi odruchami wielu z nas, są wyniki sondażu, który został przeprowadzony dla „Warszawskiej Gazety”. Jego rezultaty będą z całą pewnością szokujące dla elit postsolidarnościowych, w tym dla liderów dwóch głównych formacji w Polsce. Oto bowiem Polacy zapytani czy wojskowa pomoc naszego kraju dla Litwy powinna być uzależniona od zapewnienia przez władze w Wilnie praw mniejszościom narodowym, w tym naszym rodakom z Wileńszczyzny, aż w 68 proc. odpowiedzieli twierdząco. Przeciwnego zdania było tylko 17 proc. respondentów. Co ważne nie ma większej różnicy w poglądach na badane zagadnienie między elektoratem lewicowym, centrowym i prawicowym. Jest za to wyraźny rozjazd między tym, co głoszą i akcentują neojagiellońscy misjonarze z PiS i PO, a co za istotne uważają wyborcy obu wspomnianych partii. Po latach przebywania w romantyczno-pseudomocarstwowej narkozie, budzimy się. To co nasze i nas dotyczące – jest nam bliższe. Narodowy egoizm bierze górę.

„WG”, wrzesień 2014

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *