Niekatolicy nie lubią prawicy

W okresie II Rzeczypospolitej jeden na trzech obywateli określał siebie, jako „nie-katolika”. Zwarte skupiska mniejszości religijnych zamieszkiwały wschód (prawosławni Białorusini, prawosławni i uniccy Ukraińcy), centrum (Żydzi wyznania mojżeszowego) i zachód (ewangeliccy Niemcy) kraju.

Wskazanie, z kim sympatyzowali politycznie i na kogo głosowali w wyborach między 1919 a 1939 rokiem, nie stanowi z reguły większego problemu. Zdecydowana większość wspierała partie i koalicje partii mniejszości narodowych, w mniejszym stopniu formacje lewicowe (PSL „Wyzwolenie, PPS, komunistów z przybudówkami), a w latach 30-tych sanacyjny BBWR i OZN. O wiele bardziej złożony problem dotyczy sytuacji po 1989 roku. W dużej mierze jest to efekt zdarzeń, które miały miejsce w trakcie, bądź po zakończeniu II wojny światowej. Zagłada Żydów, pojałtańskie przesunięcia granic, wysiedlenie Niemców, wymiana ludności między Polską a Ukrainą, czy operacja „Wisła” to elementy, które spowodowały, że przez cały okres PRL i III RP pozostajemy w dużej mierze społeczeństwem jednolitym konfesyjnie. Tylko niecałe 3 proc. populacji, co daje w liczbach bezwzględnych około milion obywateli, deklaruje inną wiarę niż rzymski katolicyzm. Oznacza, że określenie preferencji wyborczych dla statystycznych 500 tysięcy prawosławnych, prawie 140 tysięcy protestantów, czy 90 tysięcy unitów w ostatnim ćwierćwieczu jest mocno ograniczone. W układzie przestrzennym, bowiem, w miarę jednolite religijnie, pozostają tylko dwa obszary Polski. Pierwszy dotyczy pięciu powiatów południowo-wschodniej części województwa podlaskiego. Tu zamieszkuje według różnych szacunków od 70 do 200 tysięcy, a realnie nie więcej niż 100 tysięcy wyznawców prawosławia. Są oni skupieni w parafiach dwóch diecezji: białostocko-gdańskiej i warszawsko-bielskiej. Stanowią zdecydowaną większość w powiecie hajnowskim, prawie połowę w bielskim i nieco mniej w siemiatyckim. W stolicy regionu – Białymstoku – co piąty mieszkaniec określa siebie, jako prawosławny. W powiecie białostockim ziemskim i sokólskim jest to, co ósma-dziewiąta osoba. Drugi obszar znajduje się na Śląsku Cieszyńskim. Przede wszystkim w powiecie cieszyńskim, a w mniejszym stopniu w powiecie bielskim (ziemskim i grodzkim), które zamieszkuje około 42 tysięcy wyznawców kościoła ewangelicko-augsburskiego. Duże skupiska  luteran to takie gminy jak: Brenna, Chybie, Dębowiec, Haźlach, Skoczów, Strumień i Ustroń. Ponad połowę stanowią oni w gminie Goleszów, a w Wiśle i okolicach aż 80 proc.

W pół-demokratycznych wyborach do Sejmu z czerwca 1989 roku kandydatów zgłosił Prawosławny Komitet Wyborczy. Lista popierana była przez Cerkiew oraz Unię Chrześcijańsko-Społeczną – najbardziej „ekumeniczną” religijnie organizację w ramach ówczesnego PRON. Osoby wyznania prawosławnego startowały też do parlamentu z listy białoruskiej oraz jako niezależni, przy wsparciu PZPR. Łączny wynik dla trzech wymienionych opcji zamknął się na poziomie 43 tysięcy głosów. Rok później w wyborach prezydenckich absolutnym faworytem podlaskich prawosławnych był Włodzimierz Cimoszewicz, ówczesny kandydat lewicy postkomunistycznej. Już w pierwszej turze głosowania w siedemnastu gminach na „krajana” wskazał, co drugi wyborca. Przy czym w najtwardszym jądrze prawosławia było to trzech na czterech głosujących. Stąd nietrudny do odgadnięcia wynik drugiej tury, który w pasie prawosławnym dał olbrzymi sukces Stanowi Tymińskiemu. W gminie wiejskiej Bielsk Podlaski oraz Czeremsze, Gródku, Kleszczelach, Milejczycach, Narwi, Narewce, Nurzcu-Stacji peruwiańskiego Polonusa widziało w funkcji prezydenta dwóch na trzech głosujących. W Czyżach, Dubiczach Cerkiewnych, Hajnówce i Orli było to aż dziewięciu na dziesięciu. Lewicowość wyznawców prawosławia potwierdzony został w kolejnych głosowaniach w latach 90-tych XX wieku. W 1991 roku w prawie dwudziestu gminach poparcie dla SLD przekroczyło 30 proc., a w ośmiu aż 50 proc. Wysoki odsetek wskazań miała też lista Komitetu Wyborczego Prawosławnych, dla którego poparcie w południowo-wschodniej części Podlasia nie spadło poniżej 10 proc. Dwa lata później swoją pozycję wzmocniła lewica. W siedmiu gminach z przewagą ludności prawosławnej wynik SLD był dwukrotnie, a w ośmiu nawet trzykrotnie wyższy niż w skali kraju. Z reguły dwucyfrowy wynik na tych terenach zdobyła lista prawosławno-białoruska. Aleksander Kwaśniewski wygrał pierwszą turę wyborów w 1995 roku już w osiemnastu gminach prawosławnych. W czternastu z nich druga tura zakończyła się dla ówczesnego lidera SdRP wielkim sukcesem, a w połowie z nich wskazania na Kwaśniewskiego dotyczyły dziewięciu na dziesięciu głosujących. W elekcji z 1997 roku w omawianym obszarze zwyciężył SLD, któremu w dziewięciu gminach zaufał, co drugi wyborca. Ubiegający się o reelekcję Aleksander Kwaśniewski zmiażdżył rywali na prawosławnym Podlasiu. Aż w dwunastu gminach otrzymał ponad 80 proc. wskazań. Tu także rok później SLD zapisał na swoim koncie wynik ponad 50 proc. Słabnąca w skali ogólnopolskiej lewica Leszka Millera, poddana weryfikacji do euro parlamentu w 2004 roku, odnotowała spadek popularności także w południowo-wschodniej części Podlasia. Tu zwycięzcą elekcji, w wielu miejscach okazała się Samoobrona. SLD musiał często zadowolić się drugą, a nawet trzecią pozycją (za Unią Wolności). Sporo sympatyków znalazła też SDPL Marka Borowskiego. W maratonie wyborczym z 2005 roku, pomimo sporego poparcia dla lewicy, bardzo dobry wynik otrzymała po raz drugi Samoobrona. Do gry o głosy prawosławnych włączyło się też PSL i SDPL. Oni też następcę Kwaśniewskiego widzieli w Andrzeju Lepperze, a w mniejszym stopniu Donaldzie Tusku i Marku Borowskim. W konfrontacji Donalda Tuska z Lechem Kaczyńskim prawosławne głosy powędrowały do tego pierwszego. Nowa polaryzacja na osi Polska solidarna – Polska liberalna nie objęła swym zasięgiem południowo-wschodniego Podlasia w wyborach 2007 i 2009 roku. Głosy prawosławnych rozkładały się w miarę równomiernie między PO, SLD (Lewicę i Demokratów) oraz PSL, choć swoją pozycję z głosowania na głosowanie wzmocniło ugrupowanie Donalda Tuska. Ten ruch z lewicy do centrum znalazł swoje potwierdzenie w wyborach prezydenckich z 2010 roku. W pierwszej turze wyraźnie, a w drugiej bezapelacyjnie triumfował wśród wyznawców prawosławia Bronisław Komorowski. Rok później w prawosławnym „bastionie” – w powiecie hajnowskim SLD nieznacznie pokonało PO, a ponad przeciętnie wypadł Ruch Palikota. W pozostałych gminach południowo-wschodniego Podlasia głosy padły głównie na centrum i lewicę, czyli PO, PSL, SLD i RP.

Ewangelicy ze Śląska Cieszyńskiego obdarzyli ponad przeciętnym zaufaniem w pierwszych wyborach prezydenckich (1990) Włodzimierza Cimoszewicza, Tadeusza Mazowieckiego i Stana Tyminskiego. Ten ostatni wygrał drugą turę z Lechem Wałęsą w Wiśle i Goleszowie. Rok później w wyborach sejmowych dobrze radziły sobie: Unia Demokratyczna, Kongres Liberalno-Demokratyczny i Sojusz Lewicy Demokratycznej. O wielkim sukcesie mogli też mówić liderzy listy Unii Chrześcijańsko-Społecznej/Ruchu Chrześcijańsko-Społecznego. Choć w skali kraju nie osiągnęła ona nawet 1 proc. głosów w Dębowcu, Haźlachu, Jaworze i Ustroniu wskazał na nią, co dziesiąty, w Goleszowie, co czwarty, a w Wiśle, co trzeci wyborca. W 1993 roku protestancie głosy powędrowały głównie do SLD, UD i KLD. Choć ta ostatnia partia nie przekroczyła pięcioprocentowego progu w skali kraju w Wiśle wskazał na nią, co ósmy głosujący. Rywalizację o prezydenturę na swoją korzyść Aleksander Kwaśniewski rozstrzygnął już w pierwszej turze w Goleszowie i Wiśle. Dobry wynik odnotował w Dębowcu, Jaworze, Haźlachu, Skoczowie, czy Ustroniu. Podobnie jak ówczesny kandydat Unii Demokratycznej Jacek Kuroń. Zwycięzcą drugiej tury w protestanckim pasie dawnego województwa bielskiego został Kwaśniewski, a najwięcej głosów (80 proc.) padło na niego w Wiśle. Dwa lata później cieszyńscy luteranie chętnie wskazywali na Unię Wolności i SLD. W Cieszynie, Wiśle i Ustroniu powstałą z połączenia UD i KLD sympatią obdarzył, co trzeci głosujący. Połowę głosów w Goleszowie i Wiśle zgarnęła lewica. Nie powinno za tym dziwić ponad 60 proc. wskazań oddanych na Aleksandra Kwaśniewskiego w wyborach z 2000 roku. W Wiśle, podobnie jak pięć lat wcześniej czterech na pięciu mieszkańców gminy powiedziało „tak” dla jego reelekcji. Połowa głosów powędrowała rok później w pasie protestanckim do SLD. Zdecydowanie powyżej średniej partia ta uplasowała się w Wiśle, Dębowcu, Ustroniu i Goleszowie w 2005 roku. Po dwucyfrowy wynik sięgnęła SDPL Borowskiego. Większy odsetek wyborców przesunął się też ku Platformie Obywatelskiej. To jej kandydat Donald Tusk wygrał wybory prezydenckie na Śląsku Cieszyńskim, zdecydowanie w gminach protestanckich. Tam także przyspieszone wybory z 2007 roku zakończyły się pomyślnie dla partii Tuska. Wciąż głosujących łaskawym okiem spoglądało na lewicę. W 2010 prezydenturę wśród protestantów zapewnił sobie już w pierwszej turze Bronisław Komorowski. W drugiej jego wynik w Goleszowie, czy Wiśle był na poziomie wcześniejszych rezultatów Aleksandra Kwaśniewskiego. Wybory sejmowe z przed dwóch lat zakończyły się także na Śląsku Cieszyńskim wyraźną wygraną PO. W Goleszowie dobrze wypadł Ruch Palikota. Tam, podobnie jak w Ustronie na formację Tuska wskazał, co drugi wyborca, a w Wiśle siedmiu na dziesięciu głosujących.

Co łączy mieszkańców gminy Orla, Dubicze Cerkiewne, Goleszów, czy Wisłę? We wszystkich wymienionych oraz w innych do nich przylegających konsekwentnie od prawie ćwierć wieku nie ma akceptacji dla kandydatur i partii centroprawicowych. O ile prawosławne Podlasie od 1989 roku aż do 2004 roku ponad przeciętnie wspierało lewicę, o tyle u cieszyńskich protestantów część głosów z puli wędrowała do formacji centrowo-liberalnych. Po zmianie układu sił na scenie politycznej i wykształceniu się polaryzacji na osi PO – PIS prawosławni, nieco wolniej niż protestanci otwierali się na pierwszą z nich, powstałą lukę zabudowując sympatiami dla innych ofert na lewo od centrum. Niechęć do partii akcentujących kwestie narodowe (prawosławni Białorusini) i konserwatywno-katolickie (prawosławni i luteranie cieszyńscy) wydaje się w pełni uzasadniona. I nie jest to zjawisko, które zaimplantowało się wyłącznie na polskim gruncie. Obronę, służącą bezpieczeństwu swojego mniejszościowego bytu (podwójnego dla prawosławnych z Podlasia), jedna i druga grupa upatruje wśród ofert odwołujących się do postaw integracyjnych o charakterze ponapaństwowym (Unia Europejska) oraz tolerancji religijnej i przestrzegania zasady równości dla wszystkich konfesji. Na szczeblu regionalnym mamy zaś rywalizację między „nie-katolicką” mniejszością, a katolicką i z reguły mocno zwróconą ku centroprawicy większością. Wśród średniego i starszego pokolenia prawosławnych i protestantów może, zatem dominować chęć „odróżnienia się” od katolickich sąsiadów. Młodymi wyborcami mniejszości religijnych mogą kierować już inne względy. Choćby modna w wielkich aglomeracjach (miejsce studiów i poszukiwania pracy), mainstreamowa „polityczna poprawność”. Czyli omijanie szerokim łukiem wszystkiego, co tradycyjne, konserwatywne i katolickie przez młodych rodem z pełnej żubrów Hajnówki, czy z kojarzonej w ostatnich latach z naszym najwybitniejszym skoczkiem – Wisły.

„WG”, marzec 2014

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *