Nieznane wyroki polskich wyborców

Prezydent Komorowski, po konsultacji z własnym zapleczem politycznym, podjął decyzję, że do urn pójdziemy 25 października. W świetle zarysowanej od maja tendencji w sondażach partyjnych, z wyraźną 9-12 pkt. przewagą koalicji wokół PiS nad PO, w interesie tej ostatniej jest długa i wyczerpująca dla wszystkich uczestników  kampania. Politycy PO mówią wprost, że potrzebują czasu, by dogonić centroprawicę. By jednak ten optymistyczny dla nich scenariusz się ziścił potrzebne są co najmniej trzy elementy.

Po pierwsze konsolidacja w partii, czyli wygaszenie sporów między frakcjami i różnymi grupami interesów. Ostatnie dni pokazują jednak, że wewnętrzne rozgrywki w PO rozkręcają się na dobre. Trwa brutalna walka o miejsca na listach poselskich i o nominacje senatorskie. Nie dla wszystkich znajdzie się bowiem od późnej jesieni ciepła i solidnie opłacana posadka na Wiejskiej. Dlatego wszystkie chwyty walczących o przetrwanie są, co widzimy, dozwolone. To nie opozycja a sami politycy PO, niczym trzeszczący w końcówce kadencji 1997-2001 AWS Buzka spierają się między sobą w mediach między innymi o to, czy „bohaterowie” afery taśmowej powinni być frontmenami list okręgowych. Olbrzymiego napięcia i obrzucania się – no niech będzie błotem – nie wytrzymują nawet największe tuzy PO. Z kandydowania wycofał się były szef MSZ i Marszałek Sejmu Radosław Sikorski. Swoim ruchem osłabił jednocześnie kompanów pokroju Romana Giertycha, czy „pięknego” Kazimierza Marcinkiewicza. Obaj, wraz z utrzymującym się przy korycie i suflującym Premier Kopacz Michałem Kamińskim, mieli nadzieję dzięki „Radkowi” dorżnąć centroprawicową watahę. Może się jednak okazać, że jedynym beneficjentem nowego rozdania będzie szykowany na „jedynkę” z Radomia wspomniany Kamiński. Ostatniego słowa w walce o swoje nie powiedział zapewne obecny szef resortu spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna. Podobnie jest ze Spółdzielnią, której wpływy uszczupliły się ostatnio w związku z gwałtowną resortową feminizacją, czyli wejściem do gry „psiapsiółek”.

Po drugie uporządkowanie otoczenia na lewicy, w centrum i pomocnej dłoni dla tych, co plasują się na prawo od PiS. PO potrzebuje zwalczenia rodzącej się konkurencji w postaci liberalnej Nowoczesnej.pl Ryszarda Petru, czy osłabienia potencjału zgranych kart z SLD i Twojego Ruchu clowna Palikota, które w obliczu niechcianej, acz szykującej się odstawki, postanowiły pójść do wyborów razem. Widać już medialną blokadę Petru, a nawet początek ataków na jego projekt, jako „przybudówkę PiS”, co wyraził wypuszczony do cywilizowanego świata, po dłuższym przetrzymaniu w odosobnieniu, poseł Niesiołowski. Ukłon w kierunku elektoratu lewicy obyczajowej wykonał, nie ryzykujący już niczym w polityce, zwalniający urząd Prezydent Komorowski, podpisując ustawę o in vitro. Nie wykluczone, że PO wykona jeszcze w najbliższym czasie kilka gestów w kierunku tych, którzy myślą przede wszystkim o sprawach w okolicach pasa”. Platforma, by zatrzymać idących po władzę „katofaszystów” będzie także musiała pompować medialnie siły usytuowane na prawo od koalicji wokół PiS lub określające się mianem antysystemowych. Chętnych do współpracy przy użyciu zawsze gotowego do obrony demokracji i wolności medialno-socjometycznego mainstreamu nie zabraknie. W kolejce są i partia KORWiN z powalonym jakiś czas temu na ziemię na Mazowieckiej przez drobną policjantkę posłem Wiplerem i przebierający nóżkami za poselskimi dietami, a intensywnie obwąchujący się z Ruchem Kukiza narodowcy. Pokazania facjaty nie odmówi deklarujący walkę z systemem Zbigniew Stonoga.

Po trzecie rozpoczęcie procesu „odlatywania” przez centroprawicę. Innymi słowy pogłębienia tego, co już da się zauważyć w niektórych wypowiedziach nadętych i przeraźliwie zarozumiałych polityków PiS i przybudówek. Nie ma nic gorszego niż przeświadczenie, że wszystko jest już rozdane, a głosowanie w październiku to tylko formalność. Skąd ta bufonada? W dużej mierze bierze się stąd, że wielu polityków centroprawicy to zatrute owoce wariactwa z lat 90-tych, AWS-owskiego T.. K.. M.., czy partactwa w tworzeniu podwalin pod IV RP w latach 2005-2007. Są niestety istotnym elementem personalnym koalicji wokół PiS. Po ośmiu latach wygłodniali od pensyjek w spółkach skarbu państwa dla siebie i pociotek, bądź emocjonalnie niedojrzali, nie wytrzymują napięcia. To słynne „idziemy po was”, wymyślone przez konińskiego cwaniaka Hofmana, jest w głowach i niestety coraz częściej na językach ludzi z tzw. „obozu patriotycznego”. Im bliżej wyborów, tym nierozważnych, czy nawet idiotycznych i odpychających wypowiedzi, może być coraz więcej. Co nie omieszka wykorzystać druga strona. Ma ku temu możliwości. Czy nad stadem, gdzie są niestety także czarne owce, zdoła zapanować Jarosław Kaczyński? Czy zdoła przywrócić do pionu wychylających się, chorych na władzę kompanów?

Na dziś PO wydaje się nieuporządkowana i nieskonsolidowana wewnętrznie. A co za tym idzie niezdolna do zastopowania ekspansywnej konkurencji w centrum (Nowoczesna.pl) i na lewicy (koalicja SLD i Twojego Ruchu). W koalicji wokół PiS, mamy już widoczne, acz niedominujące „odlatywanie” w oczekiwaniu na późnojesienne konfitury. Kampania dopiero się jednak zaczyna i potrwa aż trzy miesiące. Nie znane są wyroki boskie, sądów polskich i rodzimych wyborców.

„WG”, lipiec 2015

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *