Operacja 51

W połowie lutego legł w gruzach scenariusz szybkiej i łatwej reelekcji urzędującego Prezydenta, nakreślony przez Grupę Trzymającą Władzę, operującą na styku polityki, mediów i firm socjometrycznych. Na naszych oczach sondażowe słupki zaczynają wariować. To nie przypadek. Z tego chaosu ma się wyłonić zwycięzca już 10 maja.

W kapitaliźmie politycznym zwanym III RP, na przestrzeni minionych dwudziestu pięciu lat na palcach jednej ręki można wskazać ciąg wydarzeń, które stałyby w sprzeczności z ustaleniami w Magdalence. Dwie strony kontraktu, w myśl zasady „my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”, mają świadomość konieczności trzymania się razem. Niesubordynacja i rozprężenie systemu groziłoby bowiem powrotem do „trudnych chwil”, tych choćby z lat 2005-2007. Dlatego na posterunku jest sprawna operacyjnie Grupa Trzymająca Władzę – ta od kontroli tego co najważniejsze – przekazu dla ludu. Trochę słownych wygibasów, wspartych  przejaskrawioną obrazkową rzeczywistością w wykonaniu Justyny Pochanke w „Faktach”, Piotra Kraśki w „Wiadomościach”, a przede wszystkim dużo „Tańca z gwiazdami”. Polacy mają konsumować, bez głębszej refleksji nad tym, co ich otacza. Zwłaszcza w przededniu, tego co salon nazywa „świętem demokracji”. Elity już dokonały wyboru, a teraz mechanicznie muszą to uczynić mieszkańcy od Bałtyku po Tatry. Jak w minionym ćwierćwieczu mają im w tym pomóc dwa filary bezpieceństwa dla rządzących i gwarancji przedłużenia statusu neokolonialnego przez Polskę – media i firmy sondażowe. Tym, którzy bagatelizują, a w tzw. obozie patriotycznym przekonanych o łatwej wygranej Andrzeja Dudy jest niemało, wpływ obu wymienionych członów systemu III RP na rozkład sympatii w nadchodzących wyborach, zalecałbym zimny prysznic. A po nim prześledzenie tego co już za nami i refleksja nad tym, co czekać nas może do 10 maja.

A zaczęło się od poczęstunku Millward Brown dla „Faktów” z połowy stycznia, gdzie Komorowski miał deklasować Dudę w stosunku 65 proc. do 21 proc. Dla realizacji scenariusza szybkiej i łatwej reelekcji urzędującego Prezydenta, wygaszony został nawet pupilek tej sondażowni – Janusz Palikot. Swoje „pięć groszy” dołożył też współpracujący z Telewizją Polską – TNS. Co prawda bez takiego szaleństwa jak kilka dni wcześniej zafundowali Polakom ich branżowi koledzy z Millward Brown, bo w stosunku 56 proc. do 19 proc.. Ale z jasnym przesłaniem – „zwycięzca jest jeden, bezapelacyjny, szkoda wysiłku pozostałych”. Co ważne w tym i kolejnym badaniu TNS zaangażował się w wybicie z głowy pomysłu części liderów PSL, by ta partia zdecydowała się na wystawienie swojego reprezentanta. Przedział 0 proc.-1 proc. miał nakłonić gremia kierownicze ludowców, by poparli kandydata koalicji. Na szczęście w pełni świadom słupkowej kreacji lider PSL, ku niezadowoleniu PO, postawił na swoim. Jednocześnie TNS w badaniu z drugiej połowy stycznia nieco urealnił notowania Bronisława Komorowskiego (52 proc.). Ale, żeby lud nie pomyślał sobie, że jawi się jakakolwiek alternatywa Andrzeja Dudę zrzucono na 12 proc. Podobnie było w kolejnym pomiarze Millward Browna dla TVN. Komorowski, a i owszem stracił 3 pkt. proc. (62 proc.), ale dokładnie tyle samo, ze szwajcarską precyzją, odjęto kandydatowi PiS (19 proc.). W tym samym czasie niekontrolowany przez system IBRiS-ie (dawne Homo Homini) dla „Rzeczpospolitej” już sygnalizował potencjał Dudy na poziomie 25 proc. i zbliżanie się kandydata PO do poziomu 50 proc. Próżno by jednak szukać czy to w TVN, czy to TVP, zarówno wtedy, jak i teraz prezentacji wyników pomiaru tej firmy. Ten sam IBRiS w pierwszej dekadzie lutego zameldował Polakom, że Bronisław Komorowski, z uwzględniemiem niezdecydowanych wyborców, ma już tylko 49 proc. Po drodze pojawił się CBOS, czyli fundacja zależna finansowo od rządu, która poinformowała nas, że życzeniem chlebodawcy Prezydent może liczyć na 63 proc., a jego główny konkurent raptem na 15 proc.

W tym momencie warto zadać pytanie co by było, gdyby na rynku sondażowym istniały tylko firmy pod całkowitą kontrolą systemu? Pewnie do dziś karmiono by nas sięgającą nieba wysokością słupków dla Bronisława Komorowskiego i liliputowością poparcia dla pozostałych. Pamiętam z czasów, kiedy intensywnie zajmowałem się badaniami w połowie poprzedniej dekady, zasłyszaną zupełnie przypadkowo rozmowę dwóch szefów firm badawczych, którzy mieli powiedzieć, że „Palade psuje nam sondaże”. Psuje – to znaczy nie idzie z głównym nurtem? Dziś wydaje się, że sondażowniom zrzeszonym w OFBOR, wciąż przeszkadzają niechciani uczestnicy ich rynku sondażowej kreacji. Jak by na potwierdzenie niewidzialnej ręki, majstrującej przy słupkach niech posłuży przykład wspomnianego już Millward Brown. W badaniu z końca stycznia Janusz Palikot miał poparcie na poziomie 2 proc. O dziwo dwa tygodnie później urosło ono do 6 proc. (wzrost o 200 proc.). Zbiegło się to w czasie z rozsyłanym przez lidera Twojego Ruchu zapytaniem do firm badawczych o możliwość realizacji badań na potrzeby kandydata tej partii. Czy jedną z firm, która podjęła się realizacji pomiaru dla Janusza Palikota był Millward Brown? Dalszą część wywodu pozostawiam bez komentarza.

Kluczowym momentem w zrozumieniu zmiany taktyki Grupy Trzymającej Władzę po „tąpnięciu” Prezydenta był sondaż Estymatora dla „Newsweeka”. Co prawda pokazał on możliwość nieznacznej wygranej Bronisława Komorowskiego już w pierwszej turze. Ale co ważniejsze dwaj inni, kluczowi dla „Operacji 51” aktorzy, czyli Magdalena Ogórek i Adam Jarubas, zdobyli w tym pomiarze odpowienio 8 proc. i 4 proc. Dobry wynik kandydatów SLD i PSL znalazł też swoje potwierdzenie w przeprowadzonym w tym samym czasie sondażu TNS. Był to więc czytelny sygnał, że istnieje prawdopodbieństwo dalszego odklejania się części elektoratów tych dwóch partii od głowy państwa i przechodzenia ku „swoim”. Dlatego potrzebne było szybkie cięcie. Najpierw zrobił to rządowy CBOS, potem TNS, a najlepiej z nałożonego zadania wywiązał się Millward Brown. W tym ostatnim Ogórek spadła o połowę do 4 proc., a Jarubas został zepchnięty z 3 do do 1 proc. Tej tendencji nie potwierdził ani IBRiS, ani Estymator. Co godne uwagi spadek notowań Bronisława Komorowskiego zbiegł się we wszystkich trzech renomowanych ośrodkach ze wzrostem sympatii dla PO. Platformie rośnie, a Komorowskiemu spada? Oczami wyobraźni widzę więc bardzo wpływowego doradcę ważnej persony w naszym kraju, który majstrując przy słupkach z jednej strony oddala perspektywę dalszej, niebezpiecznej dla Komorowskiego, progresji Ogórek i Jarubasa. Z drugiej kreuje obraz rosnącej w siłę partii za sprawą jego suflowania i pokazuje, że to samo po jego awansie na belwederskich salonach może spotkać samego kandydata. Czy „Operacja 51” zakończy się zgodnie z intencjami jej pomysłodawców i realizatorów? Przed nami jej trzeci etap. Wyciąganie lidera, osłabianie Andrzeja Dudy kandydatami antysystemowymi, przesuwanie Palikota w zależności od potrzeby chwili, wreszcie trzymanie w kagańcu kandydatów SLD i PSL. Jedną z ostatnich przeszkód na drodze do załatwienia sprawy już 10 maja są niekontrolowane sondaże. One narobiły niepowetowanych szkód w 2005 roku. Dlatego w tej kampanii nadzór nad pomiarami objęły grube paluszki.

„WG”, marzec 2015

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *