Platforma wykończyła „Wyborczą”?

Jak wynika z danych przedstawionych przez Związek Kontroli Dystrybucji Prasy w ciągu dekady znacząco spadła sprzedaż wszystkich dzienników ogólnopolskich. Najbardziej straciła Wyborcza i Rzeczpospolita. W 2005 roku na pierwszym miejscu znajdował się wydawany przez Niemców „Fakt”. Sięgało po niego średnio 518 tysięcy czytelników. Bycia na drugim miejscu i to po tabloidzie nie mogła zdzierżyć Czerska, której okręt flagowy „Wyborcza” kupowało 439 tysięcy osób. Ekipa Michnika miała nadzieję, że totalna krytyka przejmującej władzę centroprawicy z pod znaku PiS, w połączeniu z LPR i Samoobroną, przyniesie sprzedażowe efekty „na plus”. W rywalizacji liczył się jeszcze „Superexpress” z 215 tysiącami egzemplarzy i „Rzeczpospolita” z nieco ponad 158 tysiącami. Tymczasem przez trzy lata rządów braci Kaczyńskich sytuacja w rankingu dzienników nie uległa większym zmianom. Mocna agitacja za zmianą, wsparcie dla PO udzielone przez „Wyborczą” dało co prawda efekt wyborczy, ale nie zwiększyło puli ludzi „postępowych, europejskich i światłych”, którzy dzień musieli zacząć od michnikowej propagandy. Dziś już wiemy, że objęcie steru rządów przez Donalda Tuska zbiegło się w czasie z początkiem załamiania sprzedaży gazety z Czerskiej. Stąd jeśli Państwo uznali na początku, że wybrany przeze mnie tytuł ma charakter prowokacyjny i nie mający związku z otaczającym nas światem informuję, że wszystko jest na swoim miejscu.

Oto bowiem z łezką w oku ludzie z Czerskiej mogą wspominać te prawie 450 tysięcy codziennego wydania „Wyborczej” w 2007 roku. Nie wspominając o potędze z lat 90-tych. Przy braku konkurencji i kiszczakowej koncesji na jedyne solidarnościowe na starcie było, bo musiało być łatwo. Ale potem weszła konkurencja, w tym ta z Berlina, mogąca co najmniej tyle, co zaprzyjaźniony z Czerską kapitał nowojorski. Po odsunięciu od władzy PiS w 2007 roku wszystko, jak zapewniali nas wróżbici od michnikowszczyzny, miało być lepiej. Wszak miało się żyć lepiej – wszystkim. Także „Wyborczej”. Tymczasem w 2008 roku zeszła ona poniżej nieprzekraczalnej do tej pory bariery 400 tysięcy egzemplarzy. Marnym pocieszeniem dla Czerskiej był to, że „Fakt” przebił od góry 500 tysięcy. Różnica zwiększyła się więc na korzyść niemieckiego dziennika z 60 do 100 tysięcy. A miało być lepiej. W 2009 nastąpiło poważne tąpnięcie „Wyborczej” o prawie 20 proc. I to w czasie, kiedy jej dziennikarze i publicyści nie wychodzli z mediów, cytując milionom Polaków codzienną porcję wiadomości z „drugiej Irlandii”. Potem przyszedł 2010 rok i Smoleńsk. „Wyborcza” dobiła do nieco ponad 300 tysięcy. Straty konkurencji były w tym czasie nieporównywalnie mniejsze. Propagandowa tuba z Czerskiej, mocno zaangażowanego czynnika „przemysł pogardy”, zapłaciła najwyższą cenę. W ciągu pięciu lat „Fakt” zwiększył przewagę nad „Wyborczą” z 80 do 130 tyś. egzemplarzy. A będący na trzecim miejscu „Superexpress” zmniejszył w stosunku do „GW” z 215 do 120 tyś. Kolejna pięciolatka dla „Wyborczej” to już równia pochyła. W 2011 270 tyś., rok później 10 proc. mniej. W kolejnym 2013 spadek o następne 10 proc. poniżej 200 tysięcy. W ubiegłym roku to już tylko 170 tysięcy, a tym do kwietnia spadek do nieco ponad 160 tysięcy.

Oznacza to, że przez dekadę z „Wyborczej” zrezygnowało 63 proc. jej czytelników z 2005 roku. Tyle samo w ujęciu procentowym straciła „Rzeczpospolita”. Ale czytelników „Faktu” ubyło o 38 proc., a „Superaka” o 30 proc. Pozycja tego pierwszego jako lidera na rynku dzienników jest niezagrożona. Za to być może w tym roku będziemy świadkami kolejnego upokorzenia Czerskiej. Oto bowiem różnica między „Wyborczą” a goniącym ją „Superexpressem” stopniała do 14 tysięcy. Przydałby się milionom Polaków prezent na gwiazdkę w zepchnięciu gazetowej michnikowszczyzny na trzecie miejsce. A zapewne liczona także w milionach rzesz Polaków widziałaby najchętniej „Wyborczą” i cały ten koncern na śmietniku historii. PO zrobiła wszystko, by pogrążyć Czerską. Ta ostatnia postawiła w sympatiach politycznych wszysko na jedną kartę. PO odpłaciła się za uczucia hojnie przez lata zamieszczając za miliony naszych złotych ogłoszenia i reklamy państwowych instytucji i spółek. Do października nic w tej materii się nie zmieni. Ale pytanie czy idąca po władzę centroprawica pójdzie po rozum do głowy i dokończy, niezamierzone choć zrealizowane przez PO, dzieło dobijania „Wyborczej”. Wystarczy odciąc gwałtownie dopływ gotówki na reklamy i ogłoszenia. Ograniczyć maksymalnie prenumeratę. Nie powtarzać błędów AWS z 1997 czy PiS w 2005 roku, które chciały się dostosować do systemu. Tu nie ma miejsca na kompromis. „Wyborcza” musi odejść.

„WG”, lipiec 2015

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *