Rosyjskie rusofoby wybrały Łukoil

Jeszcze niedawno ostrzegała swoich rodaków i zachodnią opinię publiczną, że Rosja za pomocą koncernu paliwowego Łukoil finansuje swoją agresję w Europie. Mowa o naszej sojuszniczce – prezydent Litwy Dalii Grybauskaite . Ale o dziwo ta czołowa, bijąca pianę rusofob zamilkła, gdy kilka dni temu okazało się, że większość ministerstw i rząd w Wilnie rozstrzygnęły przetarg na dostawę paliwa dla floty samochodowej. Obok zwycięzcy, rosyjskiego Łukoila, startował w nim też Orlen Lietuva. Czyli spółka-córka giganta paliwowego z Płocka. Przypomnijmy, że jej wejście do Możejek było polityczną inwestycją z okresu rządów Prawa i Sprawiedliwości. Jednym wielkim niewypałem ekonomicznym i dowodem na to jak daleko politycy, z ich oderwanymi od ziemi koncepcjami, powinni trzymać się z daleka od publicznego grosza. Do tej pory bowiem zakupy pod dyktando „neojagiellońskich teoretyków” kosztowały kontrolowany przez państwo Orlen, a pośrednio nas Polaków aż 12 mld złotych. Wyrzucono w błoto ogromną sumę, która nigdy nie zwróci się Polsce gospodarczo.

Nie będziemy mieli z tego zakupu także żadnych korzyści politycznych. Bo wdzięczni-inaczej Polsce i Polakom za uratowanie od rosyjskiego, surowcowego uzależnienia Litwini zdecydowali właśnie, że premier i ministrowie wozić się będą w służbowych autach tankowanych przez Łukoil. Zrządzeniem Opatrzności nie tak dawno ze sprawującej władzę  nad Wiliją koalicji wyszła Akcja Wyborcza Polaków na Litwie, posądzana przez tzw. „media patriotyczne” nad  Wisłą o bycie V kolumną na usługach Moskwy. Łatwo przewidzieć, że gdyby do dziś Ministrem Energetyki Litwy pozostawał reprezentant AWPnL Jarosław Niewierowicz prawicowe lemingi  dostałyby, niczym czytelnicy Gazety Wyborczej, gotowca o jego odpowiedzialności za antypolski i prorosyjski paliwowy wybór rządu litewskiego.

A tak u najprawdziwszych z prawdziwych patriotów zapadła cisza. Podobnie jak po decyzji prezydenta Ukrainy, też podobno naszego przyjaciela, a z całą pewnością sojusznika – Petra Poroszenki, o ustanowieniu nowego święta wojska w kraju nad Dniestrem. Państwowa defilada z honorami odbywać się będzie teraz co roku w dniu powstania Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Dziczałych nazistów, którzy odebrali życie setkom tysięcy Polaków z Wołynia z 1943 roku, a potem przez kolejne lata po obu stronach linii Curzona. Ile jeszcze upokorzeń ze strony tak kochających, że aż tak nienawidzących nas władz na Litwie i Ukrainie musi doznać Polska i Polacy, żeby wyleczyć się z postjagiellońskiego obłędu? Ile razy Wilno, czy Kijów muszą jeszcze „narobić” do wyciąganej do nich w geście przyjaźni naszej dłoni, żeby polska opinia publiczna przebudziła się z mesjanistycznej fiksacji? Możejki odsprzedać rynkowo rosyjskiemu Łukoilowi? Dlaczego nie. Będzie przecież tańsza dostawa paliwa dla litewskiego rządu, z czego władze w Wilnie powinny być zadowolone?

„WG”, październik 2014

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *