Salon zaczyna popuszczać

Niemal bez echa przeszła kilka dni temu informacja o fragmencie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego, na której politycy PO mieli pytać jedynego przedstawiciela prawicy w swoim gronie o relacje koalicji wokół PiS z Pawłem Kukizem.

To, że obecny układ wokół Platformy Obywatelskiej jest sprawny w utrzymywaniu się przy władzy nie trzeba nikogo przekonywać. Od ośmiu lat partia kierowana najpierw przez Donalda Tuska, a od roku przez Ewę Kopacz dzieli i rządzi. Dotychczasowa skuteczność sprawia, że zarówno czołówka PO, jak i jej doły członkowskie nie wyobrażają sobie sytuacji, że któregoś dnia wszyscy oni mieliby się znaleźć na ławach opozycji. Obowiązuje zasada salonowego autorytetu Jerzego Owsiaka „do końca świata i jeden dzień dłużej”. Nie oznacza to bynajmniej, że pewna siebie Platforma – bo jest dobrze jak rzecze CBOS, swoją aktywność sprowadza dzień w dzień do konsumpcji kawioru, palenia drogich cygar, czy kąpieli w szampanie. Nad przedłużeniem status quo działa zespół strategów. Jednym z ich zadań jest codzienna analiza tego, co pojawia się w mediach, a z racji rosnącego znaczenia w komunikacji – w mediach społecznościowych takich jak Twitter. Jeszcze nim na dobre zaczęła się zbiórka podpisów przez sztaby kandydatów na kandydatów, jeden z cenionych przeze mnie polityków Jarosław Gowin napisał na tt o „czarnym koniu” wyborów prezydenckich Pawle Kukizie. Ta, jak wielu komentowało jeszcze niedawno, śmiała teza szefa Polski Razem właśnie materializuje się na naszych oczach. Bez struktur i pieniędzy, na zasadzie pospolitego ruszenia, kojarzony przede wszystkim z działalnością artystyczną, a w mniejszym stopniu z walką o JOW, Kukiz dostarczył kilka dni temu do PKW 200 tysięcy podpisów. Przy – łagodnie rzecz ujmując – nadzwyczaj skromnych 250 tysiącach dla Bronisława Komorowskiego, sympatia dla muzyka z Opola robi wrażenie. Po drodze było tournee Kukiza w mediach, które nie musiało prowadzić tak jak w przypadku większości kandydatów, do mozolnego procesu zwiększania rozpoznawalności. A dało od razu pozycjonowanie, jako antysystemowca występującego z radykalnym programem zmian. W tym w kluczowych dla funkcjonowania państwa obszarach takich jak: system polityczny, czy wymiar sprawiedliwości. Kukiz mówił i mówi rzeczy popularne wśród normalnych Polaków. Gardzi salonem, w tym rozdającą karty w przestrzeni publicznej korporacją dziennikarską. Mówi do niezadowolonych z pozycji kandydata na wskroś obywatelskiego. Krytykuje klany partyjne, wszystkie bez wyjątku Dostaje się rządzącym za nicnierobienie i opozycji za brak skuteczności w działaniu. By przywołać słowa śpiewanej przez Kukiza piosenki „bo tutaj jest jak jest, po prostu i Ty dobrze o tym wiesz”. Wiedzą o tym Polacy i dzielą się tym, bo Jego średnia sondażowa to poziom 4 proc., przy czym w dwóch zajmuje on trzecie miejsce z wynikiem 5 i 7 proc.

Gdyby jednak chodziło wyłącznie o nadaktywność Kukiza i jego tworzącego się środowiska z finałem 10 maja, to żaden z analityków władzy nie zawracałby sobie głowy. Przyszło, pokrzyczało i odeszło. A tymczasem Kukiz zapowiedział, że energia, która ogniskuje się wokół jego kandydatury musi zostać spożytkowana w całym, tegorocznym maratonie wyborczym. Inni słowy mówi do sympatyków – nie rozchodzimy się za dwa miesiące, wybory prezydenckie to wstęp do walki o zmiany w parlamencie. Do tego dochodzi fakt, że Paweł Kukiz ma nieformalną umowę o współpracy z Januszem Korwin-Mikke, która ma zaowocować wspólnym startem w jesiennej elekcji sejmowej. Obaj liderzy już dziś biorą łącznie po około 8 proc. poparcia. Oczywiście, że nie musi ono przełożyć się na taki sam wynik w październiku. Ale już sam fakt, że na Wiejską miałby dostać się wbrew układowi zaciąg kilkunastu, czy kilkudziesięciu posłów powoduje odruchy popuszczania przez salon. Dlaczego? Bo na dziś nic nie wskazuje na to, żeby koalicja wokół PiS miała zdobyć tak duże poparcie Polaków, żeby przejąć stery rządzenia samodzielnie. Słabość kampanii Komorowskiego wcale nie oznacza, że Duda już powinien pakować się do Belwederu. To będzie bardzo ostra rozgrywka, w której urzędujący Prezydent będzie do końca pokazywany taki jakim nie jest, ale jakim życzyłby Go widzieć duży odsetek społeczeństwa. Wciąż bardziej prawdopodobna wygrana Komorowskiego w drugiej turze, jeśli do niej dojdzie, doda z całą pewnością wiatru w żagle Platformie. Na tej fali może ona dopłynąć do wyborów sejmowych z wynikiem niewiele gorszym od koalicji PIS-Polski Razem-Solidarnej Polski. A to oznaczać będzie zabiegi o zbudowanie trwałej większości. Tu znowu przewagę posiada PO, z którym związek może kontynuować PSL. A w wariancie niebezpiecznego zbliżenia się centroprawicy do 231 miejsc na Wiejskiej poszerzony o wygłodniały na frukta władzy Sojusz Lewicy Demokratycznej. Każda inna kompozycja, taka jak PiS-PSL, czy PiS-SLD wydaje się na dziś bardzo mało prawdopodobna. Sytuacja zmienia się jednak wraz z ewentualnym pojawieniem się bloku Kukiza i Korwina, który według mojego słupkowego doświadczenia, mógłby przyciągnąć do siebie co dziesiątego głosującego. To przełożyłoby się na około 40 mandatów i dawało cień szansy na nową koalicję parlamentarno-rządową. Dotykającą w liczbie szabel poziomu, o którym analityczne głowy w tzw. „obozie patriotycznym”, lub jak kto woli „niepokornych” nie piszą. A mianowicie takiego, który pozwalałby odrzucać veta prezydenckie. Byłyby one w przypadku koabitacji z Prezydentem Komorowskim na porządku dziennym.

Nie przypadkowo więc na niedawnym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, o czym donosiła lakonicznie prasa, ale co zupełnie umknęło uwadze opinii publicznej, politycy PO mieli pytać jedynego przedstawiciela prawicy w swoim gronie Jarosława Gowina o relacje koalicji wokół PiS z Pawłem Kukizem. Powtórzę raz jeszcze – na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Pytającym był przede wszystkim minister obrony narodowej Tomasza Siemoniak, obecnie wicepremier w rządzie Ewy Kopacz. Polityk tyleż propolski, co proukraiński, szykowany przez amerykańskie lobby militarne na stanowisko Prezesa Rady Ministrów po jesiennej elekcji. Pytał, bo chciał wiedzieć czy perspektywa awansu dla niego jest bliższa, czy dalsza. Pytał, bo chciał wiedzieć komu przypadnie rola głównego rozdającego setki miliardów złotych na dozbrojenie polskie armii do końca tej i na początku następne dekady. Pod względem wielkości zamówień to – ujmując obrazowo – takie Pendolino razy sto. Smaczna konfitura prawda? Dlatego koalicja wokół PiS dogadana z blokiem Kukiza i Korwina to czarny sen Tomasza Siemoniaka i jego partyjnych towarzyszy.

„WG”, marzec 2015

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *