Scenariusz powyborczego dubla

To, że nic w polityce nie jest dane raz na zawsze przekonują się od lat politycy dwóch największych partii politycznych w Polsce. Zarówno PiS jak i PO toczą permanentny, zacięty bój o przewodzenie w rankingach popularności. Od 2011 roku formacji Jarosława Kaczyńskiego udało się kilka razy wyjść na prowadzenie . A nawet – jak po niedawnej „aferze podsłuchowej” i rozsądnemu zbliżeniu z Polską Razem i Solidarną Polską – uzyskać sporą przewagę nad konkurentem z PO. Prowadzące do odruchów wymiotnych entuzjastyczne spazmy mainstreamu nad awansem Donalda Tuska oraz wyjątkowa życzliwość dla nowego otwarcia Premier Ewy Kopacz sprawiły, że Platforma ponownie dopadła sondażowo Prawo i Sprawiedliwość. Podobny skok dał w maju nieznaczne zwycięstwo tych pierwszych nad drugimi w eurowyborach. I kiedy wydawało się, że PO może dowieść lekkie prowadzenie do ósmego z rzędu zwycięstwa w listopadowych wyborach samorządowych nadszedł kilkudniowy koszmar dla obozu rządowego. I nie chodzi tu bynajmniej o okołoerotyczne rozdania nagród i tytułów w parakulturalnym lemingradzie. A o rzeczy, które nie mogły ujść uwadze opinii publicznej. Nawet w czasach jej dosyć jednostronnego postrzegania i oceny rzeczywistości. Festiwal niewypałów zaczął się od  „rolników-frajerów”, które to słowa padły z ust Ministra Sawickiego. A chwilę później bombę „rozbiór Ukrainy”, o znacznie większej sile rażenia, odpalił Marszałek Radosław Sikorski.

Nie pierwszy raz nadzieja Platformy i mizdżącej się do niej „kawiorowej prawicy” znalazła się w tarapatach. Do tej pory jednak wszystkie „wystrzały” Sikorskiego kończyły się dla niego pomyślnie. Ale tym razem stało się inaczej. Z nie do końca zrozumiłałych powodów Marszałek rozegrał sprawę nieszczęsnego dla niego wywiadu tak, jak robią to najwięksi polityczni i zadufani w sobie, partacze. A co najgorsze dla całej PO, poszedł na wojenkę z wiodącym kwiatem polskiego dziennikarstwa. Jak można od IV władzy dostać po łapach w takiej sytuacji przekonał się sam Donald Tusk w trakcie „afery taśmowej”. Postawiony na baczność przez nadredaktor Monikę Olejnik bijąc się w piersi przyznawał wszem i wobec „mea culpa”. Marszałka Sikorskiego konferencja po konferencji, zmieniająca się z szybkością lecącej komety argumentacja i niespójność w obozie PO. To wszystko sprowadziło w krótkim czasie Platformę do głębokiej defensywy. Głowę podniosło Prawo i Sprawiedliwość, korzystając z nieoczekiwanego prezentu swoich konkurentów. I jeśli, inaczej niż przy awansie Tuska i otwarciu z Premier Kopacz, partia Jarosława Kaczyńskiego wejdzie w odpowiednią i dającą efekty narrację, zgarnie niemałą pulę 16 listopada. A gra idzie o utrzymanie władzy na Podkarpaciu, z czym nie powinno być problemu. Ale także – co ważniejsze – o przejęcie kilku innych sejmików, w tym samodzielnie w województwach: lubelskim, podlaskim i małopolskim. A do tego prawdopodobne ułożenie się z SLD w dwóch-trzech kolejnych oraz wejście do drugiej tury kandydatów „dużego PiS” w Warszawie, Łodzi, Krakowie, czy Katowicach. To dałoby potrzebny sygnał dla twardego, acz pozbawionego sukcesów w ostatnich latach, elektorartu centroprawicowego. Sygnału, że można zmienić polityczną i gospodarczą rzeczywistość. Wygrana w samorządach podziałałaby też wzmacniająco na morale przed elekcją prezydencką, gdzie bój toczyć się będzie wyłącznie o to, by Bronisław Komorowski nie zwyciężył już w pierwszej turze.

Nie ma jednak nic gorszego niż wyłącznie czujności, samozadowolenie i przekonanie, że zwycięstwo jest na wyciągnięcie ręki. Bo trafiona po ośmiu latach PO, a przede wszystkim mainstream – nie odpuści. Mając świadomość wagi przyszłorocznych wyborów do Sejmu oraz poprzedzających ich wyborów prezydenkich, jądro systemu może pójść na elekcyjnego dubla w niewielkim odstępie czasowym. A wtedy ciężar obrony zdobyczy III RP spadłby na popularnego Prezydenta Komorowskiego. Ten ostatni za cenę nowych, satysfakcjonujących głowę państwa sojuszy w obrębie PO, dałby mocne wsparcie partyjnym koleżankom i kolegom. Jeśli nawet ten ruch nie doprowadziłby Platformę do wygrania sejmowej potyczki, to oddalałby perspektywę kłopotów PO i PSL z arytmetyczną większością w nowej kadencji na Wiejskiej. Zwłaszcza, że w rezerwie pozostają czekający na frukta, a wygłodniali politycy i aparat Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Przed polską centroprawicą, w obliczu kłopotów konkurenyjnych inicjatyw (Kongres Nowej Prawicy, Ruch Narodowy) wytworzyła się – być może ostatnia przed kończącym czteropak wyborczy – szansa na zbudowanie dużej, bezpiecznej przewagi nad pozostałymi liczącymi się formacjami. Przewagi dającej perspektywę przejęcia władzy i z tym związanej odpowiedzialność za przyszłość Polski. Czy „podarunek Marszałka Sikorskiego” będzie należycie wykorzystany przez Jarosława Kaczyńskiego i jego zaplecze? Przed ostatnim meczem piłkarskim z Niemcami wielu z nas mówiło sobie „teraz albo nigdy”. Nasza drużyna odniosła historyczny sukces. Niemożliwe staje się moźliwe.

„WG”, październik 2014

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *