Sejmikowa układanka

Rywalizacja o wpływy sejmikach wojewódzkich między koalicją wokół PiS a PO może zakończyć się remisem. Bój o trzecie miejsce stoczą PSL z SLD. Nie-partyjne komitety mogą zdobyć pojedyńcze mandaty w Wielkopolsce, na Śląsku i Opolszczyźnie . W 2010 roku zwyciężyła wyraźnie PO (31 proc.) przed PiS (23 proc.). Partia Tuska uzyskała przewagę w trzynastu na szesnaście województw. Trzecie w kolejności PSL (16 proc.) zdeklasowało konkurencję w świętokrzyskim. A tuż za ludowcami uplasował się Sojusz Lewicy Demokratycznej (15 proc.). W głosowaniu za kilka dni kolejność z przed czterech lat może zostać zachowana. Zmieni się za to poziom poparcia dla poszczególnych list, a co za tym idzie warianty koalicyjne w niektórych z województw. W skali kraju, na co wskazują ostatnie sondaże, wynik PiS i PO powinien zamknąć się blisko poziomu 30 proc. Połowę mniej głosów może przypaść PSL, a SLD będzie musiało zadowolić się 10-12 proc. wskazań. Wynik z wyborów do PE powinna utrzymać Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikke. Śladowe poparcie odnotuje Twój Ruch i Ruch Narodowy. W co najmniej trzech województwach mandaty mogą zgarnąć komitety nie-partyjne. Mowa tu o wielkopolskiej liście wystawionej przez Prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego, na Śląsku włodarza Gliwic Zygmunta Frankiewicza oraz Ruchu Autonomii Śląska. Swoje wezmą też opolscy autochtoni, startujący pod szyldem Mniejszości Niemieckiej.

Jak wyglądać będzie poparcie w poszczególnych województwach? W dziewięciu (dolnośląskie, kujawsko-pomorskie, lubuskie, opolskie, pomorskie, śląskie, warmińsko-mazurskie, wielkopolskie i zachodniopomorskie) na pierwszym miejscu powinna zameldować się Platforma Obywatelska. W pozostałych siedmiu najwięcej głosów ma szansę zdobyć „duży PiS”. Przy czym na Mazowszu (rywalizacja PO-PiS) i w świętokrzyskim (PiS-PSL) wynik pozostanie niewiadomą do samego końca. Wyraźna wygrana centroprawicy szykuje się na Podkarpaciu. Spośród 33 mandatów do obsadzenia PiS, SP i PR mogą zgarnąć nawet 20-22 z nich, co daje bezwzględną większość, bez konieczności znalezienia współkoalicjanta (kolor granatowy na mapie). Czy równie komfortowa sytuacja mieć będzie miejsce w Małopolsce, na Lubeleszczyźnie i na Podlasiu? Jest na to szansa, bo w każdym z tych województw (kolor jasnoniebieski na mapie) wskazania na „duży PiS” przekładają się na mniej więcej połowę sejmikowych mandatów. W Małopolsce może to być 20 na 39, w lubelskim 17 na 33, a na Podlasiu 16 na 30 mandatów.

Z drugiej strony mamy kilka województw, gdzie tak tak jak w ostatnich latach, centroprawica będzie musiała zadowolić się skromną reprezentacją i ławami opozycyjnymi. Dotyczy to bastionów PO, takich jak Dolny Śląsk, Zachodniopomorskie, czy Pomorskie, gdzie partia premier Kopacz mogłaby rządzić samodzielnie. Ale wszystko wskazuje na to, w drugim i trzecim przypadku (na Dolnym Śląsku PSL prawdopodobnie nie weźmie żadnego mandatu) zaprosi do koalicji Polskie Stronnictwo Ludowe. Taka konfiguracja może mieć też miejsce na Mazowszu, w Świętokrzyskim, Warmii i Mazurach oraz w Wielkopolsce. Na Opolszczyźnie powinna utrzymać się dotychczasowa większość złożona z PO, PSL i Mniejszości Niemieckiej. Na Śląsku Platforma być może będzie musiała dla zapewnienia sobie większości sięgnąć po posiłki z Ruchu Autonomii Śląska. A w przypadku wygórowanych żądań tych ostatnich – Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Ciekawie zapowiada się sytuacja w pozostałych województwach: lubuskim, kujawsko-pomorskim i łódzkim (kolor czerwony na mapie). Spodziewany w nich ponadprzeciętny wynik SLD to konieczność liczenia się z mandatami tego ugrupowania zarówno przez PO, jak i PiS.

Innymi słowy o tym, kto będzie rządził w sejmikach z siedzibą w Zielonej Górze, Toruniu i Łodzi zdecyduje Leszek Miller. Ten ostatni zapytany kilka dni temu o potencjalnych sejmikowych partnerów odparł, że każdy z regionów ma swoją specyfikę. Dał w ten sposób do zrozumienia, że SLD zadowoli się ofertą tego, kto da więcej. Do rywalizacji o względy lidera lewicy przygotowana jest, biorąc pod uwagę szeroki arsenał środków, Platforma Obywatelska. Przeszkodą w sejmikowym skonsumowaniu małżeństwa pozostawać będzie warszawski współkoalicjant PO – ludowcy. Wojna przy użyciu ciężkiej, medialnej amunicji o „frajerów” toczy się bowiem nie tylko na linii PiS-PSL, ale także SLD-PSL. Czy fakt wrogości między partią Piechocińskiego i Millera wykorzysta Prawo i Sprawiedliwość i przytuli do siebie w kilku sejmikach lewicę? Ten ruch co prawda nadszarpnąłby chwilowo wizerunkiem nieskazitelnej centroprawicy w jej twardym, antykomunistycznym elektoracie. Wymagał słownych wygibasów liderów PiS. Ale z drugiej strony dylemat mieć pod kontrolą jedno, cztery, czy aż siedem województw, to kusząca perspektywa dla „dużego PiS”. O trzy więcej z SLD, to trzy mniej dla największego rywala – PO.

„WG”, listopad 2014

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *