Sondażowy październik

Na ostatniej prostej przed wyborami samorządowymi na czele partyjnego rankingu znajduje się Platforma Obywatelska, która nieznacznie wyprzedza Prawo i Sprawiedliwość. Polska polityka obraca się od lat głównie wokół dwóch wymienionych formacji, czego dowodzi dystans dzielący je od pozostałych ugrupowań notowanych w partyjnych rankingach . Co sprawiło, że z wyraźnej przewagi jednoczącej się wokół PiS centroprawicy (wraz z Solidarną Polską Zbigniea Ziobry i Polską Razem Jarosława Gowina) w lipcu po trzech miesiącach nie został żaden ślad? Punktem zwrotnym okazał się europejski awans Donalda Tuska. Spowodował on skuteczną pogoń PO za dotychczasowym liderem – Prawem i Sprawiedliwością. O nazwany, a w dużej mierze wykreowany medialnie „efekt Tuska”, nie było trudno w kraju, w którym większość ma, wynikający z burzliwej historii, kompleks zachodu. Nieco upraszczając więc niemal każdy kto zdobywa uznanie „cywilizowanego świata” staje się z miejsca narodowym bohaterem. Do tego zwolenienie fotela premiera, oczekiwane od lat nie tylko przez osoby sympatyzujące z opozycją, ale także przez część obozu władzy, świadomego wypalenia się Donalda Tuska, dało początek „efektowi Kopacz”. Odświerzona Rada Ministrów w połączeniu z dynamicznym otwarciem nowej, stojącej na jej czele szefowie sprawiły, że sondażowa średnia ze wszystkich październikowych pomiarów wypadła drugi miesiąc z rzędu na korzyść PO.

To mijanie się na szczycie dwóch politycznych gigantów nad Wisłą to, jak pokazuje poniższy wykres, trwałe zjawisko w 2014 roku, znacznie różniące się od względnej stabilizacji w sondażowych słupkach rok temu. Zysk po wydarzeniach na Ukrainie pozwolił w maju Platformie wygrać siódmy raz z rzędu wybory. Po czym nastąpił gwałtowny zwrot na skutek „afery podsłuchowej”, podnoszący notowania PiS do rekordowego poziomu niemal 40 proc. Dla będącej w głębokiej defensywie partii jej ówczesnego lidera Donalda Tuska, jego brukselski awans okazał się więc przysłowiową manną z nieba. Dwa „efekty” to łącznie wzrost o 8 pkt. proc. dla PO i najlepsze od końca 2012 roku notowania w rankingach (38 proc.). W tym czasie największy konkurent – Prawo i Sprawiedliwość – straciło 2 pkt. proc., schodząc do poziomu 35 proc. Łącznie więc obie formacje zebrały aż 73 proc. sympatii Polaków deklarujących udział w głosowaniu. Platforma zyskała przede wszystkim kosztem dwóch partii ustyuowanych na lewo od siebie, czyli SLD i Twojego Ruchu. O ile w pierwszym przypadku oznaczało to powrót do stabilizacji w okolicach 10 proc., o tyle dla partii Janusza Palikota, szarganej wewnętrznymi sporami, przełożyło się to na trwałe zejście w polityczny niebyt. Miejsce z którego nikomu na przestrzeni ostatniej dekady nie udało się wydźwignąć. Rosnąca w siłę PO mogła też sięgnąć po bardziej umiarkowanych, nieetatystycznych wyborców Kongresu Nowej Prawicy. Partia Janusza Korwin-Mikke, po „eurowyborczym wystrzale”, jest wyraźnie w trendzie spadkowym. W październiku przebiła od góry, kluczową dla przyszłej obecności na Wiejskiej, barierę progu pięciu procent.

Zsumowana średnia ze wszystkich ośrodków demoskopijnych wskazuje na ponad 13 proc. grupę niezdecydowanych. To oni rozstrzygną więc, wobec niewielkiej przewagi PO nad PiS, kto będzie zwycięzcą listopadowej potyczki w samorządach. Wynik tego starcia nie pozostanie bez wpływu na morale w obu wielkich partiach, w obliczu przyszłorocznej  drugiej fazy „czteropaku wyborczego”. Po przeliczeniu aktualnego poparcia na mandaty, na rok przed sejmową elekcją, byt koalicji PO-PSL nie jest zagrożony (ok. 250 mandatów). Za to PiS dysnponowałoby wciąż odpowiednią liczną mandatów, pozwalających na blokowanie zmian w konstytucji (np. zastąpienia złotówki przez euro).

„Gazeta Finansowa”, listopad 2014

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *