To będzie trudny rok

Jak według Pana będzie wyglądać poparcie dla partii w majowych wybory do Parlamentu Europejskiego?

W wyborach europejskich oprócz trójki pewniaków, czyli PiS, PO i SLD, którzy z całą pewnością będą partycypować w podziale mandatów, wystartuje kilka komitetów, które balansują od miesięcy blisko pięcioprocentowego progu wyborczego. Dotyczy to PSL, które zwykle wypada lepiej w wyborach, niż w poprzedzających je sondażach. Ponadto Twojego Ruchu, czyli Ruchu Palikota „po przejściach” oraz czterech komitetów sytuujących się na prawo od  centrum, czyli Polski Razem Jarosława Gowina, Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry, Kongresu Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikke i wreszcie Ruchu Narodowego. Kampania będzie nie tylko zaciekłym pojedynkiem między PiS a PO o wygraną, ale także próbą zbliżenia się przez partię Leszka Millera do mocno osłabionej Platformy. Rywalizacja mieć będzie także wpływ na układ poza „wielką trójką”. Każde z mniejszych ugrupowań, które przekona do siebie wyborców i wprowadzi posłów do Brukseli i Strasburga, zwiększy szansę na dalszą egzystencję przez kolejnymi trzema głosowaniami między jesienią 2014 a 2015 roku. Zapowiada się więc ostra kampania, która ruszy pod koniec stycznia z chwilą zatwierdzenia liderów list w okręgach. Wracając do wyniku szansę na zwycięstwo ma PiS. Jeszcze dwa miesiące temu można było wskazać partię Kaczyńskiego w roli zdecydowanego faworyta eurowyborów. Ale w ostatnich tygodniach widoczna jest zadyszka PiS, przy lekkiej odbudowie Platformy. Jeśli lider sondaży nie przejdzie do kontrofensywy, zawiśnie nad nim groźba ósmej z rzędu wyborczej porażki. A przez tę ostatnią rozumiem także niewielkie zwycięstwo nad PO w maju tego roku. Przy tak niepopularnym premierze i niskich notowaniach rządu przewaga PiS powinna być nie mniejsza niż 6-8 pkt. proc. Pierwsze sondaże pokazują, że na pięć miesięcy przez głosowaniem nie przekracza ona 2-3 pkt. proc. PiS wciąż jest nieskuteczne w walce o elektorat na prawo i lewo od siebie. Z pomocą Kaczyńskiemu może jednak przyjść ….. SLD. Jeśli Leszek Miller sięgnie po elektorat lewicowo-liberalny Platformy i przeciągnie do siebie sporą jego część, osłabi partię Tuska i da satysfakcję widocznej wygranej Kaczyńskiemu. Ale to może okazać się wygrana bez przyrostu, z oglądanym od lat dreptaniem w miejscu, a nie bojem o większość konstytucyjną. Bo tylko ona, jak w mitycznym Budapeszcie, dawałaby komfort rządzenia. A do tego trzeba rzeczywistego, a nie wirtualnego otwarcia na centrum.

Czy jest w partii Jarosława Kaczyńskiego pomysł na przekonanie nowego elektoratu, zwłaszcza centrowego?

Są z całą pewnością zapowiedzi. Ostatnio uczynił to powracający do łask Adam Hoffman. Podobno zakończył się już etap objazdu liderów PiS po Polsce powiatowej, a lada moment ma się rozpocząć walka o wyborców wielkomiejskich. W zestawieniu z coraz mocniejszą retoryką socjalno-etatystyczną, którą słyszmy z ust liderów PiS oraz przy personalnych awansach pokroju Antoniego Macierewicza – nie bardzo sobie to wyobrażam. Dodatkowo w otoczeniu Jarosława Kaczyńskiego jest sporo socjologów i politologów – miłośników sanacji i wiary w omnipotencję państwa, których efekty szeptania do ucha prezesa, nie przynoszą od lat żadnych efektów. To w dużej mierze „dzięki” nim PiS zablokowało się na 30 proc. Moim zdaniem jest to wynik złej diagnozy nastrojów społecznych przez „dwór” Kaczyńskiego, pomimo dostępu do całej gamy danych statystycznych. Nie tylko nie widzą tego co dzieje się wokół nich, ale także nie mają zdolności prognostycznych, co do istoty budujących się właśnie trendów społecznych. Wydaje się, że czytamy te same dane, ale ja je interpretuje zupełnie inaczej. Nie dostrzegam w nich choćby naładowanej emocjami pochwały dla egalitaryzmu, czy etatyzmu. Owszem ludzie chcą asekuracji, ale od drogiego i niesprawnego państwa. Takie myślenie dotyczy nie tylko centrowego, ale i wielkomiejskiego elektoratu. Jest ono też obecne w odczuciach nie-smoleńskiej prawicy. A przecież bez tej pierwszej, liczniejszej grupy wyborców, ale także umocnienia na pozycji lidera na całej centroprawicy, Kaczyński z PiS nie będą rządzić Polską jeszcze przez długie lata. Mocno brnąć w socjalizm można co najwyżej utrzymać to co jest. Ale w czyim to leży interesie? Może opłacanych z pieniędzy subwencyjnych doradców, bo z całą pewnością nie wyborców pozostający w twardej lub miękkiej opozycji do układu po 2007 roku.

Czy spadające sondaże dla Platformy Obywatelskiej oznaczają, że czas tej partii już mija?

Do listopada ubiegłego roku istotnie obserwowaliśmy pogorszenie notowań Platformy. Od wyborów ta partia straciła około 40 proc. elektoratu. O czym już wspomniałem, od listopada notowania PO się nie tylko ustabilizowały, ale nawet nastąpiła poprawa. To niestety nie najlepiej świadczy o głównej partii opozycyjnej, która wciąż nie wykorzystuje zmęczenia siedmioma latami rządów ekipy Donalda Tuska. W miesiącach kiedy od PO odchodziła ku niezdecydowanym spora grupa elektoratu centrowego, a nawet po wewnętrznej potyczce między Tuskiem a Gowinem – centroprawicowego, PiS słowami Kaczyńskiego w Krynicy, czy w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” dał sygnał, co myśli o polskich przedsiębiorcach. Właśnie w tej grupie poszukujących znalazło się wielu, którzy powiedzieli „nie” etatyzmowi, rozpasanej biurokracji i światopoglądowym, lewicowym eksperymentom Platformy. I jak była dla nich oferta PiS-u? Ano zaszuflatkowanie milionów prowadzących mały i średni biznes, jako „para-przestępców”. A obyczajowo? Odpowiedź przyniosło samo życie, z dwoma belmondziakami i bucami w rolach głównych. Najpierw specjalizujący się w pomiarach przyrodzenia Adam Hoffman, a chwilę potem wyczyny Tomasza Kaczmarka, zwanego agentem Tomkiem. Do tego jeszcze nieprzemyślana jagiellońska fiksacja w polityce wschodniej, nieakceptowana przez dużą część wyborców prawicy. PiS robi więc wszystko by nie zatonęła PO z jednej strony, a budowała się prawicowa alternatywa, dostrzegająca choćby wybiórczy konserwatyzm i specyficzne pojmowanie interesu narodowego przez PiS, z drugiej.

Jak ocenia Pan w świetle tego szanse takich liderów politycznych jak Jarosław Gowin, Zbigniew Ziobro, czy Janusz Korwin-Mikke?

Polska Razem, na bardzo trudnym politycznym rynku, zadebiutowała przyzwoicie. Czy ten projekt zyska kolejnych zwolenników i pozwoli osiągnąć sukces w wyborach, zależy od dwóch czynników. Po pierwsze pomysłu liderów na skuteczne dotarcie do grup docelowych i wypracowania skutecznego kanału komunikacji, co w sytuacji braku pieniędzy z budżetu i tworzących się dopiero struktur, nie będzie zadaniem łatwym. Ale drugi czynnik jest zupełnie niezależny od Polski Razem i ma związek z działaniami dwóch największych partii sytuujących się na lewo i prawo od ugrupowania Jarosława Gowina, a w mniejszym stopniu dla prawicy „mniej smoleńskiej”. Widać po pierwszych sondażach, że wejście do gry Polski Razem osłabiło Solidarną Polskę, sprowadzając partię Ziobry do poziomu 1-2 proc., z których ciężko będzie im się podnieść. Stracił też Janusz Korwin-Mikke, bo nowi sympatycy jego formacji dostali ofertę programowo zbliżoną, ale w bardziej przystępnym dla oka i ucha opakowaniu. Swoisty korwinizm bez Janusza Korwin-Mikke. Prawica nie PiS-owska to około 7-10 proc., a twardy elektorat PiS, utrzymywany w insurekcyjnej ekstazie przez tzw. „media patriotyczne”, to tylko 18-21 proc. Jest się więc o co bić.

A co z Twoim Ruchem Palikota?

Zgodnie z moimi przewidywaniami z przed ponad roku, rywalizację o głosy na lewicy wygrał Leszek Miller i SLD. W dużej mierze kosztem dotychczasowego Ruchu Palikota. Ten ostatni, wspierany w kampanii 2011 przed dużą część socliberalnych mediów, dokonał efektywnego dołączenia do tzw. „bandy czworga”. Ale okazało się, że Palikot jest także mistrzem destrukcji. Nie pomogły wschodnie medytacje, wróżbici czy katolikofobia. Ta oferta wydała się Polakom zbyt uboga. Duża część porzuciła filozofa z Biłgoraja i co widać od miesięcy nie zamierza do niego powrócić. A to co zostało daje sympatie, które z rzadka plasują Twój Ruch powyżej progu. Partia ma „gwiazdy” lewicowych salonów, pokroju Czubaszek, czy Hartmana. Ale nawet najmniej wybredni wyborcy zastanawiają się, czy warto pozostawać przy formacji, której aktywność w dużej mierze sprowadza się do spraw w okolicach pasa.

Czeka nas trudny rok w polityce?

Nie tylko w polityce. Wbrew statystyce i lekkiemu optymizmowi rządzących, siła nabywcza pieniądza w kieszeni przeciętnej polskiej rodziny, będzie spadała. A to w dużej mierze determinuje nasz ogląd i ocenę rzeczywistości. Rozrasta się państwo. Kwitnie Polska urzędnicza. Polska układów, korupcji i nepotyzmu. Bez gruntownej przebudowy sceny politycznej nie ma szans na zmianę otaczającej nas patologii. Obawiam się jednak, że nie stanie się to wcześniej niż pod koniec obecnej dekady. Wybory 2014-2015 przebiegną pewnie bez większych wstrząsów. Chociaż te prezydenckie będą istotnym kryterium do oceny przyszłego krajobrazu Polski bez PO i PiS w obecnym kształcie. Ale także do prognozowania zmian na lewicy. Nic nie jest dane partiom i politykom przez wyborców raz na zawsze.

Tygodnik „Nasza Polska”, styczeń 2014

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *