Włoski ruch pięciu gwiazd

Gdy w 1991 roku, powołana ad hoc Polska Partia Przyjaciół Piwa, zdobyła w wyborach parlamentarnych 3,3 proc. głosów, wprowadzając na Wiejską 16 posłów, wielu komentatorów nie potrafiło ukryć dziwienia. PPPP zdołała wyprzedzić wiele komitetów, z kompleksową ofertą programową, na czele, których stali znani politycy. Także niektórzy analitycy w Europie, zajmujący się częścią środkowo-wschodnią naszego kontynentu, odwołując się do przykładu polskich piwoszy, mówili o niedojrzałości społeczeństw postkomunistycznych i skłonnościach do popierania ruchów populistycznych.

Tymczasem ostatnie lata przynoszą szereg dowodów na to, że otwartość na „buntowników” i „antyestabishmentowców” rozwija się w najlepsze w krajach o ugruntowanej demokracji, to nie tylko w Europie. Nim wielki sukces odniósł w 2013 roku Ruch Pięciu Gwiazd, jego założyciel Beppe Grillo mógł sięgnąć do archiwów i odnaleźć historię Kanadyjskiej Partii Nosorożców, działającej w Quebecu od 1968 r. aż do początków lat 90. Przeszła ona do historii, jako „najgłupsza inicjatywa polityczna świata”. Przypomnieć warto, że jej członkowie twierdzili z przekonaniem, że nosorożec z zoo w Montrealu świetnie się nadaje na symbol ruchu, bowiem jest powolny, tępy i potrafi szybko uciekać – tak jak politycy Partia Nosorożców nigdy nie odniosła w wyborach większego sukcesu, ale przez lata wprowadziła do kanadyjskiej polityki sporo absurdu. To z ust jej działaczy padały propozycje, by uczynić walutą Kanady gumę balonową, wywołać wojnę kanadyjsko-belgijską o małże, uchylić prawa grawitacji, czy zrównać Góry Skaliste z poziomem morza ziemią. Najwięcej sympatyków Partii Nosorożców było oczywiście wśród ludzi młodych. To ta generacja także była filarem tej formacji. A po kłótniach i sporach, niektórzy z nich kontynuowali działalność między innymi w Partii Cytrynowej i Partii Absolutnie Absurdalnej. Inny, bliższy Polsce przykład pochodzi z Danii, gdzie od 1979 r. oficjalnie działał Związek Uczciwych Obiboków, założony przez komika Jacoba Haugaarda. Wystartowali z programem, by piwo i kiełbasa były dostępne gratis dla wszystkich. Chcieli zatroszczyć się też o ptaki, którym miał przysługiwać darmowy chleb w karmnikach. W 1994 r., dzięki 20 tys. głosów, Obiboki dostały się do parlamentu. Wyczyn lidera partii Haugaard i jego kompanów okazał się, co prawda tylko jednorazowy, ale cała sytuacja, co jeszcze raz warto przypomnieć, miała miejsce raptem trzy lata po „wyczynie” PPPP w naszym kraju. Komizm, łączony z populizmem dotarł też nad Tamizę. Showman estradowy, satyryk i muzyk Lord Sutch, był twórcą organizacji o nazwie Official Monster Raving Loony Party. Lord Sutch postulował między innymi przeprowadzenie reformy kalendarza i wyrzucenie z niego stycznia i lutego. Do parlamentu próbował wprowadzić reprezentację kilkadziesiąt razy. W końcu popełnił samobójstwo, będąc w głębokiej depresji. Przez lata był jednak obiektem zainteresowania mediów i magnesem przyciągającym znużonych stabilizacją systemu politycznego Wielkiej Brytanii. Sięgając jeszcze raz poza Europę nie sposób pominąć australijskiej Partii Seksu. Ta założona w 2008 roku formacja, domagała się od państwa przyzwolenia na nieograniczony dostęp do cielesnych uciech dla wszystkich. Szefuje jej do dziś Fiona Patten, a partia z wyborów na wybory zyskuje coraz więcej głosów. I w końcu, poprzedzająca włoski Ruch Pięciu Gwiazd, inicjatywa z Islandii. Gdzie wielki sukces wyborczy odniosła Najlepsza Partia. W 2010 roku w wyborach lokalnych w stołecznym Reykjaviku otrzymała, co trzeci głos. Na jej czele, co ma bezpośredni związek z Grillo, zawodowi komicy i cyrkowi klowni. Szefem pozostaje Jon Gnarr. W kampanii postulowali między innymi darmowe ręczniki dla każdego oraz uwolnienie parlamentu od narkotyków. Jednak najbardziej zabawna była obietnica ocieplenia klimatu na wyspie, tak by w nieodległej przyszłości mogły na niej rosnąć palmy i owoce cytrusowe.

I tak oto docieramy do Włoch i 4 października 2009 roku, gdzie popularny komik i bloger Beppe Grillo założył Partię / Ruch Pięciu Gwiazd (M5S). Wszystko zaczęło się od rosnącej popularności jego strony internetowej. Potem była mobilizacja niezadowolonych. Wiece w różnych częściach Włoch pod hasłami walki z korupcją, umiarkowanego euro sceptycyzmu, dużej dawki populizmu, a przede wszystkim piętnowania klasy politycznej od lewicy do prawicy. To ostatnie nie było zdaniem trudnym, biorąc pod uwagę skostnienie systemu, najpierw od okresu powojennego do początku lat 90-tych, a potem po przemeblowaniu przez kolejne dwie dekady i wyniszczającym się wzajemnie duopolem centroprawicy Berlusconiego i różnej maści lewicy, w tym postkomunistów. W rok po powstaniu Ruch Pięciu Gwiazd wystartował w wyborach regionalnych. Nie odniósł wielkiego sukcesu, acz w niektórych częściach Włoch zdołał wprowadzić swoich przedstawicieli na różnych szczeblach władzy lokalnej. Lepiej było dwa lata temu, kiedy to między innymi w Parmie burmistrzem został człowiek Grillo. Dobry wynik M5S osiągnął, w słynącej z korupcji i niejasnych powiązań na styku polityki i gospodarki, Sycylii. To wszystko dało przysłowiowego kopa całemu Ruchowi, który wszedł w kampanię, poprzedzającą wybory do Izby Deputowanych i Senatu, z regularnym kilkunastoprocentowym poparciem. Był, obok listy Berlusconiego, lewicy Bersaniego, koalicji ustępującego premiera Mario Montiego, czwartym podmiotem realnie liczącym się o mandaty. Im bardziej zwalczała się konkurencja Ruchu, zjednoczona wyłącznie w ataku na Grillo, tym rosło poparcie dla jego oferty. Co czwarty głosujący, wskazał na Ruch Pięciu Gwiazd, co przełożyło się na 50 mandatów w Senacie i ponad 100 w izbie niższej włoskiego parlamentu. U zwolenników ten wynik był powodem to entuzjazmu i nieukrywanej satysfakcji, że w końcu udało się „dokopać” starym partiom. Te ostatnie wpadły w przerażenie mając świadomość, że Grillo dostał tylko nieznacznie mniej niż każda z nich, pomimo niedysponowania infrastrukturą, dostępem do mediów i szeregiem innych elementów ułatwiających partycypację we władzy. Dla jednych do władzy doszli ludzie niepoważni, dla innych jak najbardziej właściwi. Jak to się stało, że człowiek, który wszystko, co powinno być poważne, zamienił na farsę? To pytanie zapewne najbardziej nurtowało szefa bloku lewicy, który zgodnie z sondażami miał wziąć pełnię władzy i odsunąć ekipę Berlusconiego. A tymczasem, mimo braku jakiekolwiek porozumienia o współdziałaniu między centroprawicą a M5S, powyborcza sytuacja Włoch, za sprawą wyczynu Grillo, mocno się skomplikowała. Człowiek, który w kampanii mówił dosadnie o złodziejach, oszustach i nierobach politycznych, wszedł gwałtownie i z przytupem do pierwszej ligi parlamentarnej. Na pewno jego zaletą było to, że to, co mówił, choć wcześniej w łagodniejszej formie, nie narodziło się z dnia na dzień. Od kilku dekad szyderczo opisywał, to, co dzieje się we włoskiej polityce. Sygnałem ostrzegawczym, że ludzie mają dosyć, tego co do tej pory, powinien być dla lewicy i prawicy nad Tybrem rok 2007. Wtedy aż w 220 miastach Grillo z przyjaciółmi zorganizowali demonstracje antyrządowe. Uczestniczyło w nich 2 miliony ludzi. Było to coś, co nie udało się zrobić ówczesnym partiom opozycyjnym. Takiej mobilizacji nie pamiętali najstarsi Włosi. Ale w kampanii, samorządowej i ogólnokrajowej, sięgnął też Grillo po konkrety, które jak żaden inny polityk, potrafił zobrazować. Tak było, kiedy przepłynął wpław cieśninę messyńską, rozdzielającą płw. apeniński od Sycylii. Od dziesiątek lat nie zbudowano tu, choć liczyły on raptem 3 km i z punktu widzenia konstrukcyjnego, nie stanowiłby przeszkody nie do przeskoczenia. Wiedzą o tym Sycylijczycy, wiedzą Włochy kontynentalne. Wyraził to prosto Grillo. Oto, co sam o sobie – komiku powiedział lider M5S w jednym z wywiadów „Włochy to trudne miejsce dla komika. W naszym parlamencie zasiada prawie 80 wszelkiej maści oszustów. Wychodzi więc, że ściemniaczem jest jeden na 12. To lepszy wynik niż w Scampii, najgorszym ze slumsów Neapolu, gdzie według statystyk przestępcą jest zaledwie, co 15. mieszkaniec”. Bunt przeciwko całej klasie politycznej wypalił. Ludowy trybun, wspomagany milionami głosów, zagrał na nosie „poważnym” politykom. A było mu łatwo, bo aby zrozumieć fenomen Grilla, warto spojrzeć na dane dotyczące gnębiącego Włochy kryzysu. Dziennik „La Repubblica” pisał niedawno, że kraj cofnął się o 30 lat. I wyliczał: roczny dochód przeciętnej rodziny jest o 5 tys. euro mniejszy niż cztery lata temu: sprzedaż samochodów spadła do poziomu z 1979 r., na ubrania Włosi wydają tyle, ile w latach 80., na jedzenie tyle, ile 15 lat temu. Do tego kompletnie załamał się rynek nieruchomości. Gleba dla komizmu, łączonego z populizmem, choć dla wielu z realizmem, była jak najbardziej odpowiednia. „Ich” kryzys”, przyczynił się do „jego” sukcesu.

Miał być i był w kampanii taki sam, jak ludzie. Bez zadęcia, garnituru i drogiego krawatu. Za to w dżinsach, trampkach i zwykłej koszuli. Swój człowiek z knajpy, gdzie za resztkę z portfela można się napić małej czarnej lub coś nieco bardziej procentowego. Sam wzrastał w atmosferze wszechobecnej korupcji, w portowej Geniu. Gdzie władza i kombinatorzy tworzyli często jedność. Mógł to zaakceptować, mógł walczyć, ale wybrał bycie artystą.  Grał, śpiewał, obserwował i parodiował. Wyłowiony nowy talent trafił w połowie lat 70-tych do państwowej telewizji.      Szybko zdobywał popularność od północy na południe. Ale, gdy mówił co raz ostrzej, nie wszystkim to się musiało podobać. Szczególnie nielubiany był przez liderów włoskich socjalistów, podtrzymujących większość w parlamencie z chadekami i zmieniających się na urzędach co kilka miesięcy. Widział, że nadchodzi kres „starego układu”, a tworzy się „nowy”. Szybko dostrzegł, że dla przeciętnego Włocha nic się nie zmieniło. Po głowie chodził mu już wtedy pomysł „pójścia na zwarcie” z politykami. Na to jednak, by zaistnieć, jako „polityk” musiał zaczekać prawie dwadzieścia lat. Ale jego wejście, okazało się być z przysłowiowym „wielkim przytupem”. Najmniej chętnie na komika głosowano w Południowym Tyrolu, ale tam od lat sukces odnoszą regionaliści, pozostający w koalicji z centrolewicą. Ale wynik na Sycylii musiał i musi budzić do dziś respekt. Co trzeci głosujący wskazał na M5S. „Gwiazdy” w ujęciu regionalnym miały trzy bastiony. Na południu wspomniana Sycylia z Sardynią. Środek z rzymskim Lazio, aż po północny-zachód z kolebką Grillo – Ligurią. Wszystkie wyróżnione na mapie 1 kolorem ciemniejszym. Oznaczało to tyle, że w pięciu regionach M5S zebrał największą liczbę głosów, co ilustruje kolor żółty na mapie 2. Zwycięska lewica miała tych regionów osiem, a centroprawica Berlusconiego siedem. W prowincjach i gminach widoczne było jeszcze większe rozwarstwienie poparcia, w których głosowanie na formację Grillo zakończyło się sukcesem. I tak rzecz dotyczyła niezbyt dużych acz zróżnicowanych sympatii na Sycylii i Sardynii (ze słabszą północą), czy środkowych Włoch, z wynikiem „in plus” w pasie nadmorskim. W końcu na północy, także z niższą akceptacją wśród wyborców „lądowych”. Co także dobrze obrazuje mapa 3, 4, 5 i 6 ze zwycięzcami elekcji do Izby Deputowanych w układzie prowincji i gmin. Wejście Grillo i jego listy do wielkiej polityki nie mogło odbyć się bez ubytku pozostałych uczestników gry. Warto przypomnieć, że wybory w 2008 roku zakończyły się zwycięstwem bloku Berlusconiego, który zebrał 47 proc., przy 38 proc. lewicowej konkurencji. Po pięciu latach jedni i drudzy musieli się zadowolić 60 proc. Duża cześć niezadowolonych, która poparła M5S wywodziła się właśnie z elektoratu dwóch gigantów. Widać to na mapach 7, 8, 9 i 10, a arytmetycznie i terytorialnie odpływ w większym stopniu nastąpił na styku centroprawica – Ruch Pięciu Gwiazd. Widać to i na Sycylii Sardynii, w pasie centralnym i na nadmorskiej północy. Lewica musiała też oddać nieco pola w środkowych Włoszech i w części południowej półwyspu.

Przy statystyce, dotyczącej wyborów 2013 roku koniecznie warto jeszcze rzucić okiem na zestawienie pokazujące wiek wybranych parlamentarzystów. Młody elektorat wsparł młodych kandydatów, co oznacza, że największe i najbardziej widoczne niezadowolenie ze sposobu prowadzenia spraw wyrazili młodzi Włosi, niewidzący różnicy między, formalnie rywalizującymi o władzę blokami na lewo i prawo od centrum. „Najstarsi” posłowie M5S mieli w dniu wyboru nie więcej niż 40 lat, a najmłodsi 26. Jednym z pierwszych posunięć parlamentarzystów M5S, zgodnie z przedwyborczą zapowiedzią, była częściowa rezygnacja z uposażeń, wynoszących wraz z dodatkami 10 tysięcy euro. Jego wdrożenie nie było jednak łatwe. Część posłów ociągała się z wykonaniem obietnicy z kampanii, co spowodowało bezpośrednią interwencję lidera Beppe Grillo. Warto dodać, że nie zasiada on we włoskim parlamencie i nie kandydował w wyborach. Ograniczanie przywilejów władzy M5S zaczęło od siebie, co zostało przez jego przeciwników politycznych określone mianem „szczytu populizmu”. Ostatecznie, po długiej dyskusji, posłowie Ruchu zdecydowali o zatrzymaniu w kieszeniach przysługujących im diet, ale za to o ograniczeniu do minimum bieżących wydatków związanych ze sprawowaniem mandatu. W tym samym czasie okrzepła już wielka koalicja zawiązana między lewicą a prawicą, co zdawało się być rozwiązaniem po myśli M5S. Mówił o tym Grillo pokazując, że dla obrony przywilejów i zagwarantowania w prowadzeniu rozmaitych „ciemnych” interesów, podziały ideologiczne nie mają większego znaczenia. Ale pierwsza rysa, po nie do końca satysfakcjonującej decyzji o ograniczeniu kosztów działalności posłów i senatorów, powstała w relacjach ugrupowania z jego wyborcami-sympatykami. Była ona jednym z powodów, oprócz narastających podziałów, co do przyszłości, czy mało budującej i nie-merytorycznej aktywności parlamentarzystów M5S, porażki tego ugrupowania w niedawnych wyborach samorządowych. Na szczeblu gmin Ruch nie wprowadził swojej reprezentacji, a wybory odbywały się aż w 500 miejscowościach. Do wzięcia były miejsca w radach i fotele burmistrzów, a tylko w Assemini na Sardynii, kandydat popierany przez M5S wszedł do drugiej tury. Pozostali przepadli z kretesem. Zdaniem obserwatorów Grillo staje się dla coraz większej grupy Włochów coraz bardziej monotematyczny i nudny. Jego dowcipy, które porywały i mobilizowały do walki – nie śmieszą. We wszystko wkrada się niewidziana dotychczas nerwowość, granicząca z desperacją. Co gorsza Grillo, podsumowujący, gwałtowny odwrót o d swojego pomysłu politycznego, zaczął obwiniać za ten stan rzeczy swoich rodaków. Zaczął, więc mówić językiem tych, których przez lata ośmieszał i zwalczał. Zamiast rewolucji i przygotowania do marszu po zdobycie Rzymu, obserwujemy gwałtowny odwrót elektoratu. Ruch, który miał rozliczać z marnotrawstwa innych, sam zaczął czerpać z owoców władzy, co zauważyło wielu tych, którzy mniej lub bardziej otwarcie wspierali Grillo. Dostrzegają to także najwięksi gracze nad Tybrem. I lewica i prawica wiedzą, że na odchudzaniu Ruchu oni mogą się pożywić, a zwłaszcza Drzewo Wolności Berlusconiego. Do tego doszło w ostatnim czasie szereg posunięć Grillo, które mogą zaważyć na tym, że jego inicjatywa może okazać się – zgodnie z nazwą – gwiazdą, ale jednego politycznego sezonu. Lider M5S krytykowany jest za abstrakcyjny pomysł powierzenia jego ludziom misji stworzenia rządu, w sytuacji kiedy posiada on mniejszościowe zaplecze parlamentarne dla tego rozwiązania. Do tego dochodzi jeszcze niezrozumiały bojkot mediów przez Grillo, wyłączne komunikowanie się z otoczeniem przez Internet i dyktatorski styl rządzenia Ruchem. To dużo, jak na tak krótki okres dzielący nas od wyborów.

Najbliższe miesiące rozstrzygną o „być albo nie być” Ruch Pięciu Gwiazd. Jeśli obie wielkie partie dojdą do wniosku, że warto sprowokować konflikt w koalicji. Następnie poddać się weryfikacji w przedterminowych wyborach, dwubiegunowy podział na silną centroprawicę i centrolewicę, bez nadzorujących młodych ludzi z M5S, może się opłacić Bersaniemu, Berlusconiemu, a w mniejszym stopniu Montiemu, który na kryzysie Grillo, ma szansę stać się języczkiem u wagi nad Tybrem. Włosi mogą pójść wg scenariusza austriackiego, gdzie po wyskoku z przełomu wieków haiderowskiej Partii Wolności, od dekady wszystko wróciło w stare koleiny. Rządzą chadecy i socjaldemokraci, a niegdyś wielcy, a teraz podzieleni i skłóceni wolnościowcy z nad Dunaju, z łezką w oku wspominają czasy swojej świetności, popularności i możliwości. Z tą różnicą na „minus” dla Grillo, że posthaiderowcy, starają się niezbyt udolnie, ale jednak naśladować zmarłego ex lidera, który był o wiele bardziej merytoryczny, a mniej komiczny od szefa M5S. Populizm bez komizmu może więcej? Takie wnioski nasuwają się w roku, w którym wielkie zamieszanie we Włoszech i wystrzał Ruch Grillo, może mieć swój początek, a zarazem koniec. W majowych eurowyborach „gwiazdy” czeka bardzo poważny sprawdzian.

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *