Zabory a wybory

zyskududyZakończona właśnie rywalizacja o Belweder była do samego końca bardzo wyrównana. Na ponad pół miliona głosów różnicy na korzyść Andrzeja Dudy w drugiej turze głosowania złożyły się dwa elementy. Po pierwsze kandydat centroprawicy zdołał przyciągnąć do siebie więcej wyborców, których faworyci odpadli 10 maja. Po drugie nawiązał równorzędną walkę o głosy zmobilizowanych, nowych wyborców, którzy do urn poszli wyłącznie 24 maja. W ujęciu historyczno-geograficznym w dużej mierze wszystko pozostało tak jak w ostatnim ćwierćwieczu. A nawet rzec by można tak jak sto lat temu, w schyłkowym okresie podziałów zaborowych. To one wciąż bardzo mocno kształtują nasze sympatie polityczne. Komorowski zwyciężył na przeważającej części terenów byłego zaboru pruskiego oraz cesarstwa niemieckiego. Ku Dudzie wyraźnie częściej skłaniali się mieszkańcy dawnej Kongresówki i Galicji. Kandydat PO najlepiej wypadł wśród mniejszości narodowych i religijnych: Litwinów (1), prawosławnych Białorusinów (2), luteran na Śląsku Cieszyńskim (3) oraz Ślązaków na Opolszczyźnie (4), zachodniej i środkowej Wielkopolsce oraz  „PGR-owskim” pasie Warmii i Mazur oraz zachodniego Pomorza. Andrzej Duda zmiażdżył rywala wśród aktywnych Dominicantes od zachodniego Podlasia przez wschodnie Mazowsze, Lubelszczyznę, Podkarpacie i Małopolskę. W stosunku do wyborów prezydenckich z 2010 roku zaszły też w kilku regionach korekty „in plus” dla kandydata centroprawicy. Po pierwsze na styku Mazowsza i wschodniej części warmińsko-mazurskiego (5), po drugie wśród Kaszubów „lądowych” (6), po trzecie na Dolnym Śląsku, w tym w Zagłębiu Miedziowym i Kotlinie Kłodzkiej (7), po czwarte w południowo-zachodniej części opolskiego (8), po piąte w środkowym, zurbanizowanym pasie poniżej Górnośląskiego Związku Metropolitarnego (9) oraz w „częstochowskiej” części woj. śląskiego (10). Wreszcie Andrzejowi Dudzie udało się „odbić” kilka byłych miast wojewódzkich w części południowo-wschodniej (Chełm, Rzeszów, Przemyśl, Tarnobrzeg, Tarnów), pozostawiając po stronie Komorowskiego jedynie Kielce (11).

2 wpisy
  1. Michał Zalewski
    Michał Zalewski says:

    To prawda, że na mapie głosowania można zauważyć granice zaborów ale jednak uważam za błąd trzymanie się w analizie czynnika zaborów. Bardzo bałamutne jest włączanie do tej analizy „zaborowej” ziem byłego cesarstwa niemieckiego i doszukiwanie się na tej bazie ich wspólnoty z ziemiami zaboru pruskiego. Pokusę do tego myślenia dają prawdopodobnie podobne zachowania wyborcze Wielkopolski i „ziem poniemieckich”. Nie wynikają one jednak przecież w żadnym stopniu z zaborów. Wielkopolanie to zabór pruski i cesarstwo niemieckie ale już ziemie poniemieckie nie mają demograficznie nic wspólnego z cesarstwem niemieckim. Co prawda Wielkopolanie brali udział w zasiedlaniu ziem poniemieckich ale jednak bezwzględnie dominującą masę ludności tam zamieszkującej stanowią przybysze z zaborów rosyjskiego i austro węgierskiego i chcąc być rzetelnym ziemie te pod względem demograficznym w odniesieniu do zaborów, należałoby zaliczyć do zaborów rosyjskiego i austro węgierskiego.

    Odpowiedz
    • Karoluch
      Karoluch says:

      Owszem Wielkopolska jest swego rodzaju wyjątkiem, ale pewnie i dla niej da się znaleźć wyjaśnienie. Generalnie jednak czynnik zaborowy jest ważny. Bo w nim chodzi o to czy ludność jest zasiedziała. Polecam tekst Piotra Gontarczyka „Polska B zagłosuje na Komorowskiego?” opublikowany w Rzeczpospolitej 29 czerwca 2010.

      Nie można Ziem Odzyskanych porównać do miejsc skąd przybyli osadnicy, bo te ziemie teraz stanowią nową jakość, ludność w nich jest przemieszana, powstały nowe społeczności, odmienne od tego co było wcześniej.

      Odpowiedz

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *