Zmiana w Belwederze

W ostatnich dniach kampanii poprzedzającej II turę głosowania dwóch kandydatów wyraźnie zyskało na popularności. Po pierwsze niezależny i antysystemowy Paweł Kukiz, któremu siłą rozpędu udało się wspiąć do poziomu 21 proc. Po drugie Andrzej Duda, który odebrał urzędującemu Prezydentowi wyborców konserwatywnych oraz przejął sporą część tych, którzy rozważali poparcie kandydatów sytuujących się na prawo od PiS. W efekcie Duda zdobył niespełna 35 proc. i nieznacznie pokonał, ku zaskoczeniu wszystkich w tym sztabu kandydata, w pierwszej rundzie Bronisława Komorowskiego. Zbliżony rezultat reprezentantów centroprawicy wokół PiS oraz PO oznacza wyrównaną walkę w dogrywce, czekającej nas 24 maja. Nim jednak odpowiemy sobie na pytanie kto może przeważyć szalę na swoją korzyść warto chwilę przyjrzeć się poparciu dla dwóch głównych kandydatów 10 maja.

Prezentowane mapy pokazują zwycięzców I tury w wyborach 2010 (Mapa nr 1) i 2015 (Mapa nr 2). To co widać na pierwszy rzut oka na jednej i drugiej to utrzymanie podziału na ziemie dawnego zaboru rosyjskiego i austro-węgierskiego, których mieszkańcy poparli pięć lata temu Jarosława Kaczyńskiego, a teraz Andrzeja Dudę. Przy czym wyższy odsetek wskazań na tego ostatniego w porównaniu z 2010 rokiem miał miejsce w centralnej części kraju oraz w pasie powiatów przylegających do wschodniej granicy Polski. Co ważne Dudzie udało się wygrać także w kilku miastach na prawach powiatu, takich jak Białystok, Kielce, Tarnobrzeg, Tarnów, czy Suwałki, które w 2010 skłaniały się ku kandydatowi Platformy Obywatelskiej. Bronisław Komorowski uzyskał największy odsetek wskazań na byłych ziemiach zaboru pruskiego. Wzmocnił swój potencjał w części północno-zachodniej Polski, w tym w środkowej Wielkopolsce oraz na Kujawach. Ku urzędującemu Prezydentowi wyraźnie skłaniały się mniejszości narodowe i grupy regionalne  (Białorusini i Litwini na Podlasiu, Ukraińcy w północnym pasie woj. warmińsko-mazurskiego, Ślązacy na Opolszczyźnie, Kaszubi „wodni”) czy religijne (protestanci na Śląsku Cieszyńskim). Przysłowiowa kropka nad „i” Dudy była możliwa za sprawą wypracowanej przewagi nad Komorowskim w pasie legnicko-jeleniogórskim oraz w południowo-wschodnich powiatach woj. warmińsko-mazurskiego.

 

Między Dudą a Komorowskim rozpoczęła się walka o elektoraty kandydatów, którzy odpadli w pierwszej turze głosowania. Paweł Kukiz, czy Adam Jarubas już zapowiedzieli, że nie poprą żadnego z kandydatów. Wolną rękę mogą pozostawić swoim wyborcom także Janusz Korwin-Mikke i Grzegorz Braun. Miękkiego „tak” dla Dudy można spodziewać się z ust Mariana Kowalskiego z Ruchu Narodowego i Jacka Wilka z KNP. Za Komorowskim opowie się z całą pewnością Janusz Palikot. Teoretycznie więc nieco więcej na przepływach powinien zyskać kandydat PiS. Może on liczyć na: 40 proc. wyborców Pawła Kukiza, 36 proc. Janusza Korwin-Mikke, 13 proc. Magdaleny Ogórek, 34 proc. Adama Jarubasa, 44 proc. Grzegorz Brauna i po 70 proc. Mariana Kowalskiego i Jacka Wilka. Z kolei Bronisław Komorowski mógłby liczyć na zasilenie ze strony 15 proc. wyborców Pawła Kukiza, 6 proc. Janusza Korwin-Mikke, 58 proc. Magdaleny Ogórek, 50 proc. Adama Jarubasa i 79 proc. Janusza Palikota. Gdyby przyjąć założenie, że wszyscy pozostali wyborcy przegranej dziewiątki pozostaliby w domach, to dawałoby zwycięstwo Dudzie nad Komorowskim w stosunku 53 proc. do 47 proc. Jest jednak jedno „ale”. Niewiadomą pozostaje bowiem ilu Polaków, którzy nie uczestniczyli w I turze głosowania zechce udać się do lokali wyborczych 24 maja. Akcję mobilizacyjną przeprowadzą sztaby zarówno Dudy, jak i Komorowskiego. A z geograficznego punktu widzenia bitwa toczyć się będzie o tereny zaznaczone na Mapie nr 2 kolorem czarnym. Chodzi tu o Górny i Dolny Śląsk, Kocie i Kaszuby lądowe oraz o pas środkowej Polski leżący na styku woj. mazowieckiego, łódzkiego, wielkopolskiego i pomorskiego. Przy czym kluczowe dla ewentualnego zwycięstwa Andrzeja Dudy jest przeciągnięcie wyborców mieszkających w woj. śląskim, ze względu na potencjał ludnościowy i strukturę społeczną (dominacja ludności miejskiej), dającą większy efekt aktywności wyborczej niż wśród bardziej ruralnego charakteru mieszkańców choćby Dolnego Śląska. Zmiana w Belwederze wydaje się na dziś bliżej niż dalej. Ale tym rozgrzanym głowom, który na centroprawicy wydaje się, że jest już po wszystkim, zalecam zimny prysznic. Po drugiej stronie mamy do czynienia z reprezentantem systemu, budowanego konsekwentnie z korzyścią dla niewielu, od czasów Magdalenki. Czy mając w ręku media, sondażownie i PKW przegrają tak jak w 2005 roku?
„WG”, maj 2015

0 wpisy

Odpowiedz

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Prosimy o wpisanie ich poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *